Warto “wnikać”.

Parę dni temu na www.skatehistoria.pl ukazał się wywiad ze mną, na temat Lines of Bielawa. Z okazji 10-lecia Lines of Bielawa.

Warto wniknąć –> click.

LOfB_2017_plakat-net

Advertisements

Lines of Bielawa 2017

10 edycja. To już dekada. Kto był na pierwszej edycji? A kto był na wszystkich?

Każdy, kto był choć raz, współtworzy to coś niesamowitego.

8-9 lipca 2017.

Let us write history. Again.

Lofb logo

Każdy może być częścią historii.

Historia wydaje się nieraz czymś bardzo odległym. Czymś, co było kiedyś i na co się nie ma wpływu. Jednak tę historię ktoś kiedyś tworzył. I tak, to co się dzieje dzisiaj, jutro też już będzie historią. Więc dzisiaj tak naprawdę każdy może napisać fragment historii.

Lofb logo

W tym roku, po raz ósmy odbędzie się Lines of Bielawa. Dotychczas nie było w kronikach polskiej deskorolki tak dużej imprezy, która by się odbywała przez tyle lat z rzędu. Niejeden skater krócej jeździ na desce, niż odbywają się Linesy.

Za to chyba każdy wie, że jest to idealne miejsce, w którym można się spotkać ze znajomymi z całej Polski. Że jest tam czas, żeby ze sobą porozmawiać, pojeździć i poimprezować. W rzeczywistym świecie, z żywą ludzką interakcją, patrząc sobie w oczy. Jest to chyba jedyna impreza deskorolkowa, która co roku zbiera mniej facebookowych kliknięć “going”, niż rzeczywiście obecnych na miejscu skaterów. Jest to coś, co każdy z uczestników Linesów współtworzy. Coś, z czego może być dumny, zwłaszcza w dzisiejszym wirtualnym świecie. W ten sposób każda z tych osób pisze historię. Historię deskorolki.

1-2 sierpień 2015. History is now.

Już trzeci rok

Już trzeci rok z rzędu odbywa się Skateboardowe Grand Prix Polski, które tworzy dodatkowe narzędzie – kryterium – zarówno dla skaterów, jak i dla sponsorów. Narzędzie pewnego rodzaju miary. Sprawdzenia i oceny. Jest to “dodatkowe” narzędzie, a nie “jedyne”. Na całe szczęście istnieją również inne płaszczyzny oceny skaterów, choćby nagrywki czy po prostu subiektywne uznanie, kto dobrze jeździ, a kto nie. Dlaczego “na całe szczęście”? Dlatego, że jest przynajmniej o czym rozmawiać, dyskutować i się przekomarzać. Dzięki tym różnym opiniom, świat wokół nas jest znacznie ciekawszy, niż gdyby wszyscy myśleli w identyczny sposób.

Do roku 2012 w Polsce brakowało obiektywnego systemu oceniania, takiego samego dla wszystkich biorących udział w różnych zawodach deskorolkowych. Przez to zbyt często słyszało się opinie, że ktoś dostał sponsoring ze względu na układy i kolesiostwo, a nie z powodu swojego faktycznego poziomu jazdy. Być może wszystkiego od razu nie da się poprawić, ale można przynajmniej co roku każdemu zwycięzcy cyklu Grand Prix proponować sponsoring nie za to, że się go lubi, lub zna, ale za to że wygrał Skateboardowe Grand Prix Polski. I tak też będzie w 2015.

Tegoroczne Grand Prix zapowiada się grubo, co można zauważyć po puli nagród, jaka jest do wygrania już na pierwszym przystanku.

Przechodząc z tematów filozoficznych na tematy rozrywkowe – warto wybrać się na deskę do Ząbkowic Śląskich ze względu na tamtejszą sceną deskorolkową, która jest zarówno corowa do szpiku kości, jak i one of a kind.

Drukowanie

Tyle stylów, ilu ludzi

Jedną z piękniejszych rzeczy w deskorolce jest to, że każdy skater nadaje jej inny styl. Ten sam trick zrobiony przez dwie różne osoby wygląda zazwyczaj inaczej. A jeszcze piękniejsze jest to, że te różne style nie są skategoryzowane, policzone i hermetycznie zaszufladkowane. Na całe szczęście każdy człowiek jest niepowtarzalny, dzięki czemu mamy całą różnorodność pomysłów, punktów widzenia – no i stylów.

Skatehead też nie jest klonem i ma swój własny klimat. Co doskonale widać po ostatnim montażu z 4-tych urodzin 1st Floor. Absurdalne? Może tak. Brak emocjonalnych gitarek, żalu, cierpienia i bólu w “mojej osobistej przez nikogo niezrozumianej deskorolce”? Tak. No i nie jest dziarsko. Więc jak? Ano tak:

Swój kamyczek dołożył też Oink Oink Productions – high 5!

Minął 4 rok DIY w Lublinie

4-te urodziny 1st Floor

 

 

 

 

 

 

I 1st Floor nadal działa. Planowany na rok, ukończył cztery lata działalności.

Bez aktywności lubelskiej sceny deskorolkowej nie byłoby to możliwe. Jak to napisano kiedyś w pewnej księdze: “Po owocach pracy ich poznacie”. Ci “ich” to właśnie wszyscy jeżdżący, działający, organizujący różne rzeczy.

Najfajniejsze z tego jest to, że Lublin w tym roku wrzuca wyższy bieg w deskorolce. Również na te “owoce” będzie trzeba trochę poczekać, ale tym razem chyba znacznie krócej.

Po co deskorolkowe mistrzostwa Polski?

Przecież najbardziej cool jest być w undergroundzie. Takim undergroundzie, który zawsze narzeka, że w “Polsce nie da się żyć z jazdy na deskorolce”. W kółko. I jeszcze raz. Nie da się.

Skąd to narzekanie? Bo się nie da.

A dlaczego się nie da? Bo się narzeka.

W dodatku, słowo “mistrz” budzi w Polsce stereotypowe skojarzenie, któremu bliżej jest do szyderstwa niż do szczerego uznania dla czyjejś ciężkiej pracy i starań. W końcu, najłatwiej jest szydzić.

Tylko, że jak przychodzi do mistrzów z innych krajów, to szyderstwa znikają, a na ich miejsce pojawiają się jęki zachwytów.

271441

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przykładowo, wszyscy wiemy kto to Nassim Guammaz. Tak, to też mistrz. W 2010 wygrał deskorolkowe mistrzostwa Europy. Znamy go z bardzo inspirującego filmu dokumentalnego “Plank” (deska).

W Polsce znany jest również inny zwycięzca skateboardowych mistrzostw – tym razem Holandii (2009) – Tim Zom “Zombie”. O nim też nakręcono dokument, trochę poważniejszy. W zeszłym roku do holenderskich kin wszedł pełnometrażowy film o tym mistrzu deskorolki. I nikt nie może powiedzieć, że Zombie jest fake. Lub że gwiazdorzy. Jak i również nikt nie robi takich porek jak on.

Obaj Holendrzy też kiedyś zaczynali. Również tam kiedyś zaczęto przeprowadzać mistrzostwa deskorolki. I dzisiaj chłopaki jeżdżą tak, a nie inaczej.

W 2013 Skateboardowe Grand Prix Polski wygrał Andrzej Podsiadło z Zakopanego. Kto wygrał w 2014? Tego się będzie można później dowiedzieć z Facebooka. Ale na fejsie nie będzie tego klimatu, deskorolki, dreszczyku zajawy i całej imprezy, która będzie w sobotę. Jest jeszcze czas żeby przyjechać.

GP 2014 prize-giving

Deskorolka to sztuka

I to nie jest oklepane stwierdzenie, ponieważ sztuka zawsze jest niepowtarzalna – za każdym razem przedstawia coś nowego, lub pokazuje inną perspektywę. Podobnie jak z muzyką graną na żywo, która tak naprawdę za każdym razem brzmi trochę inaczej.

Arek Karapuda i Aleksander Ryszka to dwaj artyści, którzy nie dość, że po 14 latach przerwy wrócili z powrotem na deskę, to postanowili się jeszcze zmierzyć z zagadnieniem deskorolki z punktu widzenia twórców sztuki. Ich prace będzie można zobaczyć na wystawie “Deska, tricki, życie”, która rozpocznie się wernisażem w Galerii Wizytującej w Warszawie 16 października 2014, o 19:00. Nie ukrywam, że prace, które mi przesłali do wglądu zrobiły na mnie spore wrażenie. Tym większym zaszczytem było dla mnie napisanie do wystawy wprowadzającego artykułu o deskorolce. Prace pozostaną do 30 listopada w galerii dla wszystkich, którzy nie będą mieli możliwości pojawienia się na wernisażu.

deska triki i życie - plakat net mały

Skateboarding across the border: Skate & Unite

Deskorolka jest wspólnym językiem, niezależnie od tego kto skąd pochodzi. Pochodzenie skupia się na przeszłości, natomiast skateboarding na tym, co będzie w przyszłości. Na marzeniach, pomysłach i ich realizacji. Czyli też na tym, kim chcemy być i jak chcemy żyć.

Deskorolka to też interakcja międzyludzka – w realu

Lines 2014 poster

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co roku w Polsce jest organizowanych wiele dużych imprez deskorolkowych. Każde z tych zawodów mają swoją “oś” – swój profil, koncept – która jest sednem tego wydarzenia.

Back to the Streets skupia się na międzynarodowych riderach, trickach – najlepej jak ze Street League – i skateplazie, której żadna w Europie nie dorównuje.

Natomiast na Baltic Games słowem klucz, jest “show”. I to dobry show. Trybuny pełne ludzi, atmosfera wspólnej radości z wykonanych tricków i jak najlepsza oprawa jeżdżących, w celu przedstawienia ich tricków w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

A na Lines of Bielawa najważniejszy jest skater. I to, co z niego “wynika”. Z jego ducha, z jego myśli, z tego, kim on jest. Brzmi to trochę metafizycznie, ale taka właśnie jest płaszczyzna konceptu Lines of Bielawa. Nie-materialna.

Są tam super tricki, ale nie tam się robi największe bangery a la Nyjah. Jest tam na co patrzeć, ale nie ma show. Z materialnego punktu widzenia, ta impreza nie jest ani najliczniejsza w uczestnikach, ani nie skacze się na niej najwyżej, ani najdalej.

Więc co takiego jest w Lines of Bielawa, że co roku zjeżdża się tam kilkuset zajawkowiczów? Klimat interakcji międzyludzkiej – każdy z każdym rozmawia, wszyscy się uśmiechają do siebie, mało kto jest obojętny na drugiego człowieka.

I to wszystko jest przesiąknięte deskorolką, wokół której jest duże skupienie – nie zważając na to, kto jaki trick umie, lub kto i jak się “zaprezentował”.

Jaki jest rezultat pobytu na Linesach? Ładunek życiowej energii na bardzo długo. Siły, której się nie uzyska ani siedząc na fejsie, ani uprawiając codziennie jogę. Być może takie wrażenia dotyczą tylko skaterów – w końcu, słowo “zajawka” powstało w pierwszej połowie lat ’90, właśnie w środowisku deskorolki. Ale to nie szkodzi, ponieważ Lines of Bielawa jest tworzone przez skaterów, dla skaterów. I niech tak zostanie w świecie exceli, PR i wykresów. Beauty is delicate.