Deskorolka to też interakcja międzyludzka – w realu

Lines 2014 poster

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co roku w Polsce jest organizowanych wiele dużych imprez deskorolkowych. Każde z tych zawodów mają swoją “oś” – swój profil, koncept – która jest sednem tego wydarzenia.

Back to the Streets skupia się na międzynarodowych riderach, trickach – najlepej jak ze Street League – i skateplazie, której żadna w Europie nie dorównuje.

Natomiast na Baltic Games słowem klucz, jest “show”. I to dobry show. Trybuny pełne ludzi, atmosfera wspólnej radości z wykonanych tricków i jak najlepsza oprawa jeżdżących, w celu przedstawienia ich tricków w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

A na Lines of Bielawa najważniejszy jest skater. I to, co z niego “wynika”. Z jego ducha, z jego myśli, z tego, kim on jest. Brzmi to trochę metafizycznie, ale taka właśnie jest płaszczyzna konceptu Lines of Bielawa. Nie-materialna.

Są tam super tricki, ale nie tam się robi największe bangery a la Nyjah. Jest tam na co patrzeć, ale nie ma show. Z materialnego punktu widzenia, ta impreza nie jest ani najliczniejsza w uczestnikach, ani nie skacze się na niej najwyżej, ani najdalej.

Więc co takiego jest w Lines of Bielawa, że co roku zjeżdża się tam kilkuset zajawkowiczów? Klimat interakcji międzyludzkiej – każdy z każdym rozmawia, wszyscy się uśmiechają do siebie, mało kto jest obojętny na drugiego człowieka.

I to wszystko jest przesiąknięte deskorolką, wokół której jest duże skupienie – nie zważając na to, kto jaki trick umie, lub kto i jak się “zaprezentował”.

Jaki jest rezultat pobytu na Linesach? Ładunek życiowej energii na bardzo długo. Siły, której się nie uzyska ani siedząc na fejsie, ani uprawiając codziennie jogę. Być może takie wrażenia dotyczą tylko skaterów – w końcu, słowo “zajawka” powstało w pierwszej połowie lat ’90, właśnie w środowisku deskorolki. Ale to nie szkodzi, ponieważ Lines of Bielawa jest tworzone przez skaterów, dla skaterów. I niech tak zostanie w świecie exceli, PR i wykresów. Beauty is delicate.

Advertisements

Ambasadorzy deskorolki

Jak często można na desce spotkać znajomych z innych części Polski? Wspólnie pojeździć, porozmawiać, poimprezować. Doskonałą okazją do tego są zawody.

W ciągu ostatnich paru lat mamy ogromny wysyp imprez i zawodów deskorolkowych. Jest to dobry znak aktywności sceny deskorolkowej – komuś, gdzieś, chce się dla innych coś organizować. Kiedyś Kingpin napisał, że każde miasto ma swojego ambasadora deskorolki, czyli kogoś, kto lokalnie ogarnia i działa na rzecz deski. Takie osoby należy wspierać, ponieważ to dzięki ich działaniom deskorolka się rozwija.

W tę sobotę, 5 lipca, w Swarzędzu odbędzie się drugi przystanek Skateboardowego Grand Prix Polski, przy którym lokalnie działa m.in. Kuba Górniak, za co wielka piątka!

Swarzedz 2014.7.5 c

Czasami się zastanawiam, co będzie, jak tym wszystkim działającym skaterom odechce się organizować eventy? Po prostu stwierdzą, że wystarczy. I zamiast wypruwać sobie żyły, ograniać różne sprawy – to odpalą sobie jakiś montażyk, a potem na dłużej pójdą sobie na deskę. Czy deskorolka będzie wtedy “lepsza”? Ciekawsza? Czy łatwiej będzie wtedy można spotkać znajomych z różnych stron kraju?

A może właśnie wtedy skateboarding zacznie się szybciej rozwijać? Bo wtedy będzie taki prawdziwie undergroundowy, z daleka od obcych skaterów – będą tajne miejscówki i małe ekipy jeżdżące w słuchawkach na swoich osiedlach. Kolejnym krokiem by mogło być poblokowanie stron internetowych dla osób spoza swojego własnego grona ziomków. Największą zajawą by było wtedy oglądanie swoich własnych montaży, oraz tych zza granicy i wzdychanie, że “tam to dopiero mają!”. Brzmi trochę znajomo, nieprawdaż?

Cherish what you have.