O “hermetycznej” deskorolce

Wiele razy słyszałem opinię różnych ludzi, że środowisko skateboardingu jest “hermetyczne”, że jest zamknięte. Brzmiało to tak samo absurdalnie jak stwierdzenie, że: “wszyscy skaterzy chodzą w fioletowych czapkach”. Wtedy zawsze się pytałem tych osób, na jakiej podstawie tak mówią. I nigdy nie otrzymywałem logicznej i jednoznacznej odpowiedzi – za każdym razem słyszałem pseudoargumenty typu: “skaterzy nie integrują się”, lub “deskorolkowcy odstają od innych ludzi”. I to rzekomo ma być to “zamknięcie”.

A teraz Bejker z Justskate wymyślił imprezę na 1st Floor, której celem jest pomoc jego bardzo ciężko choremu koledze z klasy, który “hermetycznie” nie jeździ na deskorolce.

Skate for Michal 2.2

Jak widzę takie działania, to wydaje mi się, że lepiej jest być takim “hermetycznym” skaterem, niż się “integrować” z nic nie robiącą szarą masą ludzi.

Skate loud, skate proud.

 

Advertisements

69-letni profesor na deskorolce

Kiedyś mówiono, że jak ktoś ma “już” 30 lat i “nadal” jeździ na deskorolce, to jest to niesamowite. Tak było kiedyś.

A tu koleś ma 69 lat, jeździ do pracy na desce i wykłada na Uniwersytecie Nebraski:

Zaczął jeździć jak był młody, bo miał około 56 lat.

Tutaj jest cały fajnie poszerzający wywiad z profesorem Tomem Winterem. No i parafraza cytatu Charltona Hestona na końcu wywiadu jest po prostu mistrzowska, zwłaszcza w świetle ostatnich zmian w USA.

MACBA w Lublinie?

Klamka zapadła. W zeszły piątek w Lublinie oficjalnie przedstawiono ostateczną koncepcję placu przed Centrum Spotkania Kultur (CSK):

CSK 1

CSK ma być największym centrum kultury we wschodniej Polsce, z różnymi salami do koncertów, przedstawień, konferencji, seminariów, galerią sztuki, medialabem i całym mnóstwem pomieszczeń dostępnych dla różnych grup i stowarzyszeń. Przed budynkiem ma się znajdować plac, który ze względu na swoje centralne położenie, będzie dość istotnym miejscem w przestrzeni miejskiej Lublina.

Jak wiadomo, skateboarding jest stałym elementem rozwiniętej przestrzeni miejskiej. Stąd w rozwiniętych miastach na świecie widzimy deskorolkę na ulicy. Tak jest w Berlinie, Barcelonie, czy San Francisco. Natomiast w nierozwiniętych miastach brakuje deskorolki na ulicach. Tak jest np. w Damaturu w Nigerii lub w Neryungri w Rosyjskiej Jakucji. Pomimo tego, że Polska nie jest aż tak biedna jak te kraje, to i tak u nas prawie zawsze podchodzi się do planowania przestrzeni miejskiej w sposób dający podobne rezultaty. Jak nie kałuże w krzywych chodnikach, to pył i piach, a w najlepszym razie duuuużo kostki brukowej. Tak jakby innej możliwości nie było. A przecież są inne możliwości, wystarczy choćby popatrzeć na Warszawę Śródmieście (Polska), gdzie wiceprezydent po prostu zakazał stosowania kostki brukowej na ciągach pieszych.

Po raz pierwszy dowiedziałem się o planowanej budowie CSK w Lublinie parę lat temu. Wtedy z jednej strony oczywiste było, że jak w centralnej części miasta ma powstać nowoczesne centrum kultury i sztuki, to otoczenie tego budynku po prostu nie może być ani ze żwiru i uklepanego błota, ani ze “swojskiej” kostki brukowej. Z drugiej strony widziałem kolejne ulice Lublina i innych miast brukowane kostką brukową. Obawiałem się, że los placu przed CSK może jednak pojść w “swojskim” kierunku, przez co kolejna centralnie położona przestrzeń miejska będzie tandetnym i nierównym placem – a po opadach deszczu – pełnym kałuż.

CSK rzut

Pomyślałem wtedy, że gdyby jednak udało się zrobić tak, aby plac przed CSK faktycznie był normalny (czyt. “równy”), to byłoby to idealne miejsce – położone w otoczeniu miejskiej architektury, nadawałoby się nie tylko do spotkań i spędzania czasu, ale także do jazdy na desce. W dodatku, byłoby to pierwsze takie miejsce w Polsce otwarte na skateboarding. Celowo piszę “otwarte”, ponieważ wbrew informacjom w niektórych gazetach, na placu przed CSK nie będzie skateparku, nie będzie tam też żadnych elementów skateparku – to miejsce nie jest projektowane pod deskorolkę. Ten plac jest projektowany tak, aby jego mała architektura stwarzała możliwości również dla deskorolki – czyli żeby był otwarty na skateboarding. A czy deskorolka tam się pojawi czy nie – to już od niej samej zależy. Po pierwsze, nie można nakazywać deskorolce niczego, bo to jest sprzeczne z jej tożsamością. Po drugie, dzięki takiemu podejściu ten plac będzie fajniejszy do jazdy niż przeciętny skatepark – właśnie dlatego, że skateboarding nie jest jego ścisłym przeznaczeniem. To miejsce, zamiast być “przeznaczone”, będzie “otwarte” na skateboarding. Zupełnie tak, jak wygląda plac przed np. Macbą – z tą pozytywną różnicą, że w Lublinie nie ma takich rzesz złodzei jak w Barcelonie.

A więc marzenie. A marzenia należy realizować. Skontaktowałem się wtedy z pracownią architektoniczną Stelmach i Partnerzy, która wygrała konkurs architektowniczny na wstępną koncepcję całego obiektu. Akurat tak się składa, że nie jest to przeciętna pracownia zobojętniałych architektów, lecz jest to zespół ludzi otwartych na nowe informacje, przykłady i zastosowania w innych miejscach na świecie. Przedstawiłem im pomysł i różne materiały, and the rest is history.

W zeszłym roku był jeden słaby moment, kiedy firma, która wygrała przetarg na budowę chciała wykonać plac przed CSK z kostki brukowej – a jakże inaczej. Ale na całe szczęście w Lublinie jest sporo osób, które rozumieją co to jest jakość, estetyka i przede wszystkim normalna nawierzchnia (m.in. Stelmach i Partnerzy, Rada Kultury Przestrzeni), dzięki którym władze miasta podjęły ostateczną decyzję o wykonaniu nawierzchni placu z innych materiałów, niż się stosuje w nieszczęsnym Damaturu i Neryungri.

W chwili obecnej trwa już budowa CSK, zakończenie prac jest planowane na czerwiec 2015. Mam wielką nadzieję, że wszystko będzie szło zgodnie z planami, ponieważ idea placu jest kompletnym przełomem w myśleniu o przestrzeni miejskiej w kontekście jej relacji ze skateboardingiem.

Wierzę też, że przyszłe funkcjonowanie placu przed CSK będzie inspiracją i przykładem dla architektów i urbanistów z innych miast Polski, dzięki czemu będą pojawiać się następne – jeszcze lepsze i ładniejsze – spoty, na których będzie można swobodnie jeździć.

Jak zerżnąć projekt skateparku?

Nie jest to pierwszy taki przypadek, ale jest to ten jeden przypadek za dużo. Najprościej będzie jak przedstawię fakty:

– W Siemiatyczach (Podlaskie) za “jedyne” 555.147,55 pln właśnie wybudowano skatepark.

– Firmą “building” jest tym razem Dombud Sp. J. z Gliwic.

– Nie mam informacji o autorze tego “niepowtarzalnego” projektu skateparku.

– Siemiatycze leżą niedaleko Siedlec, w których parę lat temu projektowałem dwupoziomową skateplazkę.

– W Siemiatyczach nie projektowałem skateparku. Kontaktowałem się z tamtejszym urzędem miasta, ale urząd wiedział lepiej.

– Tak wygląda rzut większej części skateplazy w Siedlcach:

Siedlce - fragment

– A tak wygląda rzut skateparku w Siemiatyczach:

Siemiatycze - rzut

– Na zachód od Odry mówi się na takie coś: “rip-off“.

– Jest to tandetny rip-off, pownieważ w Siemiatyczach nie ma dobrego najazdu na murek, nie ma też możliwości płynnej jazdy tak jak w Siedlcach. Jak się kradnie pomysły, to wypada przynajmniej ukraść dokładnie, a nie byle jak, you morons! Hahaha!

– A, no i oczywiście “fahofo” zaprojektowany quarterpipe z krzywo zamontowanym kątownikiem zamiast copingu:

Siemiatycze - fahofy quarterpipe

– Żal.pl

To fantastyczne, że w Siemiatyczach też się “specjalizują” w skateparkach.

Szkoda tylko, że wydali tam więcej pieniędzy niż kosztował Marysin, Rzgów czy choćby pierwsza część Bielawy, bo w nadchodzących latach nie będzie pieniędzy na tak wiele skateparków jak się dotychczas w Polsce budowało. No i szkoda, że mamy w naszym kraju kolejną dziadowską kopię skateparku. Za ponad pół miliona. Urzędnicy dumni, firma budowlana zadowolona, a jak zwykle w tym wszystkim najmniej ważny był skateboarding. A mogło być odwrotnie.

Oby Siemiatycze nie musiały czekać 20 lat na kolejną szansę, czego nie życzę.