O SĘDZIOWANIU ZAWODÓW DESKOROLKOWYCH CZ. 5/5

Skala 0-100 i średnia ocen sędziów

Wcześniej opisałem konsekwencje sędziowania zawodów deskorolkowych jedynie na liczbę zrobionych tricków, mankament stosowania zbyt małej skali (1-10) w ocenie za cały przejazd i za każdy trick, oraz przedstawiłem również skutki sędziowania każdego skatera przez tylko jednego sędziego. Wnioski są następujące:

– należy znacznie powiększyć skalę oceniania;

– trzeba brać pod uwagę całokształt przejazdu (technika, styl, prędkość, płynność, oryginalność, umiejętność wykorzystania elementów skateparku). Czyli de facto skupić się na ogólnym wrażeniu jakie sprawia rider, zamiast sumować liczbę (lub wartość) pojedyńczych tricków;

– skaterzy powinni być oceniani przez więcej niż jednego sędziego. Tym więcej sędziów przypada na jednego startującego, tym większe prawdopodobieństwo sprawiedliwej oceny.

Stąd pomyślałem, że dobrze będzie, jeżeli przedstawię zasady sędziowania, które stosuje się od lat praktycznie na każdych zawodach w USA (oprócz Street League) i Zachodniej Europie. W ten sposób sędziowano już dawno temu na Monster Mastership, w Bazylei, Grand Prix Rotterdam, a sędziuje się na Mysticu, Kopenhagen Pro czy Amsterdam Damn Am – czyli wszędzie, skąd należy brać przykład. W Polsce wdrożyłem tę metodę oceniania (proszę nie mylić z formułą) od samego początku na Lines of Bielawa i stosuję ją na wszystkich zawodach, które albo organizuję, albo sędziuję. Kilka lat temu, przy okazji organizacji Dew Tour w Stanach Zjednoczonych, ten system sędziowania został spisany i ujęty w „Dew Tour Rule Book“, oto on:

Wersja polska (tłumaczenie)

Wersja angielska (oryginał)

Do zalinkowanej metody mam trzy uwagi:

1. System zakłada sześciu sędziów, w tym jednego głównego sędziego. Myślę, że przy mniejszych, regionalnych zawodach, wystarczy trzech członków jury – pod warunkiem, że będą to osoby mające silne poczucie sprawiedliwości, doskonale znające się na trickach i bardzo uważne. W tym przypadku nie odrzuca się najwyższej i najniższej oceny, tylko wylicza się średnią ze wszystkich trzech ocen.

2. Nic na świecie nie jest idealne, można jedynie dążyć do optymalizacji. Stąd ta metoda jest bardzo dobra, lecz nie perfekcyjna – ale lepszej dotychczas nie wymyślono.

3. Celowo pominąłem system ISX ze Street League, ponieważ ta metoda dyktuje deskorolce sposób jazdy, na podstawie kombinacji 50 podstawowych tricków. W Street League niedługo się skończy skala, dlatego, że deskorolka jest bardziej kreatywna niż ISX. Stąd uważam „ogólne wrażenie“ za przejazd najlepszym rozwiązaniem przy wystawianiu jednej oceny.

Zresztą, w ciekawym artykule na ESPN Don Bostick mądrze powiedział: „Przy sędziowaniu na podstawie ogólnego wrażenia [za przejazd] nie dyktuje się sposobu jazdy, to sposób jazdy dyktuje sędziowanie.“ A Chris Cole podsumował: „To nie tak jak w kręglach.“

 

Boniek Falicki, wrzesień 2012.

Advertisements

O SĘDZIOWANIU ZAWODÓW DESKOROLKOWYCH CZ. 4/5

Jeden sędzia na jednego ridera

Ta metoda odróżnia się od poprzednich tym, że dotyczy przede wszystkim liczby sędziów oceniających każdego startującego. Polega ona na tym, że każdy skater jest oceniany przez jednego sędziego – czyli „ma swojego własnego sędziego“. Stosuje się ją w skatejamach, podczas których jednocześnie jeździ więcej niż jedna osoba na skateparku.

Pomysłodawcy tego sposobu sędziowania chodziło prawdopodobnie o to, aby uwadze sędziów nie umknął żaden wykonany przez riderów trick. Wiadomo przecież, że np. w przypadku skatejamu, w którym jeżdżą jednocześnie trzy osoby po skateparku i z których każda jest oceniana przez wszystkich trzech sędziów, każdy członek jury musi naprawdę bardzo dobrze skupić się na swojej pracy, ponieważ jednocześnie ogarnia trzech skaterów i im wszystkim wystawia ocenę. Natomiast gdy każdy sędzia ma tylko jednego „swojego“ ridera, to sędziowanie nie wymaga aż takiej uwagi. W dodatku, startujący ma większą pewność, że żaden trick nie umknie uwagi „jego“ jurorowi. Bo faktem jest, że jednemu sędziemu łatwiej jest sędziować tylko jednego ridera, niż dwóch, lub więcej startujących.

Takie podejście do sędziowania zapewnia dobrą uwagę sędziów tylu startującym na raz, ilu jest członków jury. Czyli np. przy dwóch sędziach mogą jeździć dwie osoby jednocześnie, przy trzech oceniających trzy, a przy pięciu jurorach – aż pięć osób.

Być może ta metoda wydawałaby się całkiem rozsądna, gdyby nie jej bardzo poważny minus – nigdy nie ma dwóch identycznie oceniających sędziów. Oznacza to, że ten sam przejazd zazwyczaj jest trochę inaczej oceniany przez każdego sędziego.

Załóżmy, że jest dwuosobowy skatejam z dwoma sędziami. Sędzia X jest bardziej surowy niż sędzia Y. Rider A za swój przejazd dostaje od „swojego“ sędziego X 70 punktów. Ale gdyby go sędziował sędzia Y, to A by dostał np. 74 punkty. Czyli lepszą ocenę. No, ale miał pecha, trafił mu się bardziej surowy sędzia. Za to rider B, który miał trochę gorszy przejazd niż A, dostaje od „swojego“ sędziego Y – mniej surowego niż X – 72 punkty. Natomiast gdyby B był sędziowany przez X, to by dostał tylko 68 punktów.

Więc jakie będą wyniki? Takie, że B będzie miał wyższy wynik niż A, ponieważ otrzymał więcej punktów – 72 punkty, a nie 70, tak jak A. Pomimo tego, że w rzeczywistości A miał lepszy przejazd niż B.

Deskorolka nie jest tak banalna jak piłka nożna, w której albo piłka wpadła poza linię bramki i jest gol, albo nie wpadła poza linię i nie ma gola. Jedyne, co jest wymagane od sędziów piłki nożnej przy ocenie „wyników“ – czyli bramek – to dobry wzrok i uwaga.

Na marginesie – nie piszę tu o ocenianiu fauli, bo osobiście uważam że faulowanie w sporcie jest zjawiskiem patologicznym. Tak jak łysy dresiarz chce osiągnąć swój cel poprzez uderzenie kogoś, tak samo na boisku niektórzy ludzie się kopią po nogach w celu osiągnięcia celu. Na to się mówi „sport“. Dlatego trudno mi jest nazywać deskorolkę „sportem“, bo z zasady nie ma ona na celu niszczenia przeciwnika, tylko – pozostając już przy aspekcie fizycznym skateboardingu – doskonalenie swoich własnych umiejętności, ale nie kosztem „konkurencji“.

Wracając do metody sędziowania „jeden sędzia na jednego ridera“, to – jak widać z wcześniejszego wywodu – sprawiedliwiej jest, gdy jeden skater jest oceniany przez więcej niż jednego sędziego. Każdy człowiek jest inny, więc również każdy sędzia w trochę inny sposób ocenia. W zasadzie tym więcej sędziów ocenia jednego skatera i z ich ocen wylicza się średnią, tym bardziej wyważony będzie wynik. Stąd – przy ograniczonej liczbie sędziów – nie należy przesadzać z liczbą jednocześnie jeżdżących osób w skatejamie.

O sędziowaniu zawodów deskorolkowych cz. 3/5

Ocenianie każdego tricku w skali 1-10

Kolejnym ewenementem w polskim sędziowaniu, jest nadawanie każdemu trickowi z osobna oceny w skali 1-10, a następnie sumowanie ocen wszystkich tricków danego ridera. W tym przypadku faktycznie bierze się pod uwagę i liczbę wykonanych tricków i ich zakres – trudność, styl, prędkość, kreatywność, itp. – w skali 1-10.

Wszystko niby fajnie. Ale teraz zaczniemy liczyć sumę punktów na zasadzie przykładu. Mamy trzech skaterów: A, B i C. A zrobił w przejeździe 10 tricków – głównie powtarzał na różnych przeszkodach: 5-0, nosegrindy, tailslidy i boardslidy. Więc minimalnie może mieć 10 punków (10 x 1 punkt), a maksymalnie 100 (10 x 10 punktów). Zapewne jego oceny za każdy trick będą wyższe niż 1 – ponieważ to jest najniższa nota, a przecież nie robił najprostszych z możliwych sztuczek. Ile mniej więcej takie tricki są warte punktów? Około 5? 4? 6? W przypadku 5 punktów za każdy taki trick, A by dostał 10 x 5 = 50 punktów. Przy 4 punktach za każdy z tych tricków wychodzi suma 40 punktów.

Teraz B. Robi tylko 3 tricki. Robi nosegrind nollie flip out, Switch nosegrind fakie flip out i 360 flip lipslide. Ile punktów powinien B dostać za pierwszy trick? 10? W porównaniu do A, wydaje się to całkiem sensowne. Ale w takim razie, ile punktów za drugi trick, zrobiony na switcha? Też 10? A może za pierwszy 9, a za drugi 10? Żeby była „jakaś“ róznica? No bo, dając po 10 punktów za oba pierwsze tricki nie rozróżnia się ich poziomu, ponieważ oba otrzymują taką samą ocenę. I to właśnie jest pierwszy problem z sędziowaniem pojedyńczych tricków w skali 1-10. Podobnie jak w sędziowaniu całych przejazdów w skali 1-10, również w ocenianiu samych tricków, ta skala jest zbyt mała.

Ten problem staje się jeszcze bardziej widoczny, gdy wjeżdża C robiąc 360 flip nosegrind nollie flip out, switch 360 flip switch nosegrind fakie flip out i 360 flip lipslide bigspin out (nierealne? 15 lat temu „nieralne“ było wskakiwanie z nollie flipami na poręcze – więc i te tricki są tylko kwestią czasu). Zatem C wyjaśnił i zamknął. Czy także jemu dać po 10 punktów za każdy trick? Czy może obniżyć oceny B o 1-2 punkty, żeby była jakaś różnica pomiędzy B i C? Choć wiadomo, że te 1-2 punkty w zupełności nie wystarczą, aby przedstawić różnicę poziomu pomiędzy oboma skaterami. A może zniwelować skalę, zaczynając od znacznego obniżenia ocen A, np. do 2 punktów? Wtedy w skali „zmieszczą się“ i B i C. Tylko, co będzie, jak wjadą D i E, tak jak A robiąc po 10 tricków, ale znacznie prostszych? Dać im po 1 punkcie za każdy trick, niezależnie od ich trudności, bo „przecież wiadomo“ że pojechali najgorzej? Ale w takim razie, który z nich był ostatni, skoro dostali w sumie po 10 punktów?

Nietrudno z powyższego wywnioskować, że przy większej liczbie startujących problem skali 1-10 przy ocenie każdego tricku staje się jeszcze bardziej widoczny. Czyli znów pojawia się problem zbyt wąskiej skali. Ale to dopiero pierwszy mankament tej metody.

Drugi problem jest taki, że po zsumowaniu punktów za wszystkie trzy tricki B i C, okazuje się, że mogą oni zdobyć co najwyżej 30 punktów, bo zrobili „tylko“ trzy sztuczki. Za takie bangery! Gdy tymczasem A sobie jeździł na pewniaczka robiąc przyzwoite tricki, ale znacznie prostsze (ale nie proste) i przy np. 4 punktach za każdy ze swoich 10 tricków, ma w sumie 40 punktów. Nawet po obniżeniu A ocen do np. 3 punktów za jego „przeciętne“ sztuczki, ma ich w sumie 30. Czyli A albo wygrywa albo remisuje z C – co jest kompletnym nonsensem! Natomiast obniżanie A ocen – za w sumie całkiem średnie tricki – do poniżej 3 (czyli znacznie poniżej średniej, która w skali 1-10 wynosi dokładnie 5,5) byłoby niesprawiedliwe, a w dodatku sprawiłoby, że różnica pomiędzy „średnim“ A, a „kiepskimi“ D i E byłaby minimalna.

Przy pięciu startujących łatwo jest ocenić kto jest pierwszy, drugi, piąty. Natomiast przy np. 50 startujących (lub 107 – tak jak na Lines of Bielawa w tym roku) nie da się „na oko“ ocenić dokładnej kolejności. A jak widać po powyższych wyliczeniach, metoda oceniania każdego tricku w skali 1-10 jest nawet przy kilku startujących kompletnie nieadekwatna do rzeczywistości. W opisie tej metody specjalnie pominąłem aspekt płynności przejazdu, aby jeszcze bardziej nie komplikować wyliczeń. I tak już bez niego bardzo wyraźnie widać mankamenty tego sposobu sędziowania.

O sędziowaniu zawodów deskorolkowych cz. 2/5

Sędziowanie przejazdu w skali 1-10

Ten sposób sędziowania polega na stosowaniu skali 1-10 w ocenianiu całego przejazdu każdego skatera. Zazwyczaj jest trzech lub więcej sędziów, z których każdy wystawia swoją własną ocenę każdemu zawodnikowi. Przy tym zwraca się uwagę na: technikę, styl, prędkość, kreatywność, płynność przejazdu i umiejętność jeżdżenia po całym skateparku. Następnie ze wszystkich ocen sędziów wylicza się średnią ocenę każdego ridera. Brzmi całkiem nieźle, a co z tego wynika w praktyce?

Gdyby na deskorolce dało się zrobić tylko 10-20 tricków, to może skala 1-10 by starczyła. Natomiast na deskorolce można zrobić tysiące różnych tricków, w różny sposób, na różnych rzeczach i na różnej prędkości. Z tego płynie logiczny wniosek, że skala 1-10 nie jest wystarczająca, aby dobrze ocenić poszczególne przejazdy.

Wróćmy do naszego poprzedniego przykładu dwóch riderów i ich tricków. Osoba A zrobiła tailslide na quarterpipie, 5-0 na murku i 360 flipa przez piramidę. Rider B zrobił axle stalla na quarterpipie, switch kickflip 5-0 na murku i też 360 flipa przez piramidę.

Ile punktów powinien dostać zawodnik A? Zrobił w sumie przecież 3 spoko tricki. Zakładając, że w skali 1-10 pięć punktów jest średnią, to można śmiało powiedzieć, że A pojechał co najmniej średnio (pięć punktów), a nawet może trochę lepiej, np. na sześć punktów. Załóżmy, że pięć punktów. A ocena skatera B? Switch flip 5-0 to niezły kozak, więc w sumie chyba znacznie lepiej, niż przejazd A. „Znacznie“ – więc zapewne o dwa lub trzy punkty więcej. Załóżmy, że o trzy punkty więcej, czyli osiem.

Jak dotąd wszystko wydaje się sprawiedliwe. A co będzie jak wjedzie rider C, robiąc kickflip axle stall na quarterze i też switch flip 5-0 na murku wraz z 360 flipem przez piramidę? Dać mu o jeden czy o dwa punkty więcej? A co będzie jak wjedzie rider D, robiąc kickflip axle stall na quarterze, switch double flip 5-0 180 out na murku i 360 flipa revert przez piramidę? O ile punktów więcej dać D? Pamiętajmy, że skala jest od 1-10. Obniżyć ocenę A? A jeżeli pojawią się kolejni zawodnicy, robiący tylko proste 50-50, frontside 180 w quarterpipie i ollie przez piramidę? Lub robiący dwa proste tricki? Jak rozróżnić tych słabszych od siebie? Dać im wszystkim po jednym lub dwóch punktach? Przecież to byłoby zbyt małym rozróżnieniem w ich ocenach, w stosunku do zrobionych przez nich tricków – czyli niesprawiedliwe. Piszę tutaj jedynie o technice – trudności tricków – nawet nie komplikując sprawy takimi czynnikami jak styl lub prędkości jazdy.

Powyższym przykładem chciałem pokazać, co w praktyce wynika ze stosowania skali 1-10 za całe przejazdy w zawodach, w których startuje więcej niż 10 zawodników, którzy różnią się od siebie samym poziomem jazdy. Skala 1-10 jest po prostu niewystarczająca.

O sędziowaniu zawodów deskorolkowych cz. 1/5

Przy okazji wprowadzania nowego systemu sędziowania deskorolki w trakcie tegorocznych Baltic Games, znów te same myśli przychodziły mi do głowy, jakie przychodzą w trakcie wielu polskich zawodów deskorolkowych. Tym razem postanowiłem je przelać na „papier“. Jest to opis i analiza poszczególnych systemów sędziowania deskorolki w Polsce.

Uznałem, że należy je wszystkie opisać i poukładać obok siebie – po to, aby wreszcie było jasne, jakie są skutki stosowania poszczególnych metod sędziowania zawodów. Na samym końcu przedstawię system sędziowania, który stosuje się od niepamiętnych czasów w USA i Zachodniej Europie, a który w tym roku został zastosowany na Baltic Games. Tym systemem są też sędziowane wszystkie zawody, których organizatorzy podchodzą profesjonalnie do sędziowania i chcą, aby wyniki ich imprez były jak najbardziej sprawiedliwe (notabene cóż to za niemodne słowo).

Już drugą dekadę obserwuję różne imprezy skateboardingowe. Patrzę na nie z dwóch stron. Z jednej strony organizuję niektóre contesty, inne sędziuję, jeszcze inne komentuję. Widzę je też od drugiej strony – czasami sam startuję w zawodach, jeżdżąc i przejmując się swoim przejazdem tak samo, jak inni riderzy. Tę drugą perspektywę lubię najbardziej, ponieważ ogarnianie zawodów wiąże się zazwyczaj z brakiem czasu na pojeżdżenie sobie z innymi – co zawsze jest najfajniejsze.

Niestety zbyt często na imprezach których nie jestem organizatorem spotykam się z bardzo niesprawiedliwym sędziowaniem. Wręcz tragicznym. Zazwyczaj nie wynika ono ze złego nastawienia sędziów, tylko z braku stosowania jakiegoś sensownego systemu oceniania zawodników. A przecież zawody deskorolkowe to żadna nowość. Wystarczy w taki sam sposób oceniać zawody, w jaki to się robi na Mysticu w Pradze, robiło w Bazylei, robi w Bostonie na mistrzostwach świata czy po prostu ocenia się na każdych zwykłych zawodach w innych państwach.

Zanim jednak przejdziemy do meritum sprawy, chciałbym najpierw przedstawić systemy „sędziowania“ z jakimi spotykam się w Polsce i opisać ich konsekwencje dla wyników zawodów. Dotyczą one zarówno zawodów w formule „contest“ jak i skatejamów.

Sędziowanie „na kreski“

Polega na tym, że sędzowie stawiają przy imieniu ridera pionową kreskę za każdy zrobiony trick. Kto ma więcej kresek, ten wygrywa. Z tego wynikają następujące wnioski: po pierwsze, wystarczy tylko jeden (1) sędzia, który będzie stawiał kreski. Po drugie, nie ma rozróżnienia pomiędzy trudnością tricków.

Wariantem tego sposobu sędziowania jest niestawianie kresek za proste tricki oraz stawianie dwóch kresek za „lepszy“ trick. W tym wariancie dzieli się wszystkie tricki na te, których się w ogóle nie bierze pod uwagę, tricki za jedną kreskę i tricki za dwie kreski.

Na zasadzie przykładu przedstawię dlaczego ten sposób nie jest sprawiedliwy. Rider A robi tailslide na quarterpipie, 5-0 na murku i 360 flipa przez piramidę. Ile kresek otrzymuje A w standardowym wariancie sędziowania „na kreski“? Trzy. Rider B robi „tylko“ axle stalla na quarterpipie, switch kickflip 5-0 na murku i też 360 flipa przez piramidę. Ile kresek ma B? Też trzy. Niesprawiedliwości chyba nie trzeba tłumaczyć.

Natomiast w „poszerzonym“ wariancie sędziowania „na kreski“, zakładając że 360 flip przez piramidę otrzyma dwie kreski, skater A będzie miał w sumie cztery kreski. Natomiast riderowi B nie zaliczy się prostego axle stalla („bo to tylko nawrotka na copingu“), a pozostałe jego dwa tricki otrzymają w sumie też cztery kreski. Niesprawiedliwość jeszcze wyraźniej by było widać w przypadku, gdyby B zamiast switch kickflip 5-0, zrobił switch kickflip 5-0 180 out. Lub switch kickflip 5-0 fs bigspin out. To wszystko też za „aż“ dwie kreski – w stosunku do zwykłego 5-0 grinda za jedną kreskę.

Podsumowując, w sędziowaniu „na kreski“ prawie w ogóle nie ma rozróżnienia pomiędzy trudnością tricków. A już w ogóle nie bierze się pod uwagę stylu jazdy, prędkości, wykorzystania różnych elementów skateparku, oryginalności i wielu innych czynników.