Czyżby Polska nie potrzebowała krytych skateparków?

Słysząc i czytając o “sezonie deskorolkowym” – a to, że się zaczyna, a to, że idzie zima, więc czas go już zakończyć – można odnieść wrażenie, że w Polsce nie ma potrzeby na zadaszone skateparki.

Wielu organizatorów imprez deskorolkowych posługuje się rolniczym pojęciem “sezon deskorolkowy”, który póżniej jest bardzo łatwo przejmowany przez dziennikarzy i osoby, które niestety o deskorolce wiedzą niewiele. Mniemanie, że lato to sezon deskorolkowy, a zima to snowboardowy, jest powszechnie panującym przekonaniem prawie wszystkich ludzi. Co inteligentniejsi, tłumaczą sobie na dodatek słowo “snow” na “śnieg”, dzięki czemu jeszcze bardziej utwierdzają się w swoim błędnym pojęciu sezonowości deskorolki.

Do tego dochodzi fragmentaryczna logika kojarzenia “deski śnieżnej” – czyli snowboardu – ze śniegiem, a “deski nie-śnieżnej” z brakiem śniegu, czyli latem. Więc sezon.

Konsekwencją tego jest kompletny braku zrozumienia dla faktu, że polska deskorolka potrzebuje zadaszonych skateparków w identyczny sposób, jak każdy człowiek dachu nad głową. Co z tego, że jest zima? Są też kryte pływalnie, i jakoś w zimie też jest tam mnóstwo ludzi.

Każdy kto prowadzi jeden z niewielu zadaszonych skateparków w Polsce, wie jak trudno jest przekonać sponsorów lub samorząd do jakiegokolwiek wsparcia funkcjonowania parku. Dlaczego? No bo przecież “zima to nie sezon deskorolkowy” – przecież była taka impreza:

Picture 1

i taka:

Picture 3

i taka:

Picture 2

i cała masa innych.

Dlatego, jak co roku, w Świdniku w połowie wiosny zakończy się sezon deskorolkowy. Lubelskie rozumie, że na desce jeździ się przez cały rok. I dlatego w Lubelskim mógł powstać 1st Floor.

2014.5.31 Swidnik zakonczenie sezonu

Jeżeli nam zależy na dobrej infrastrukturze krytych skateparków w Polsce, to nadszedł czas, żeby dobrze się zastanowić nad skutkami ględzenia o sezonach w deskorolce i organizowaniem pod koniec roku kolejnej hamującej rozwój deskorolki imprezy typu: “Zakończenie sezonu deskorolkowego”.

To jest tak poważne, jak brak zadaszonych skateparków. Nie można tego mieć w d*pie.

Advertisements

Ruszenie lokalnej sceny deskorolkowej

Na początku lat ’90 Chełm posiadał bardzo mocną scenę deskorolkową (m.in. “Radziawa”, “Ciszak”, “Konewka”), która jeździła na bardzo dobrym poziomie. Z tą ekipą zaczął jeździć “Bizon” (Paweł Woźniak), który później podtrzymywał kolejną falę deskorolki w tym mieście, składającą się m.in. z: Wojtka (“Shorty”), Przemka Bielaka, “Kamilka” i innych. Ostatni, mały, revival sceny nastąpił za czasów Patryka Stachela. Brzmi to trochę historycznie, no ale przecież modne jest wspominanie jak to “kiedyś było lepiej”.

Niestety migracja zarobkowa zabija skutecznie, stąd też i w Chełmie była przyczyną rozpadu każdej kolejnej ekipy deskorolkowej. Na marginesie – tak to już jest i będzie, dopóki w Polsce nie będzie prostszego prawa: 1, 2, 3, 4 (uwaga, dane są nie-mainstreamowe, nie wypada się nimi chwalić publicznie, bo to “ciężki i skomplikowany” temat). Pozostając przy temacie deskorolki – jakby ktoś się dziwił dlaczego nie stać jego, albo jego rodziców, co miesiąc na nową deskę.

Pomimo tego, A.D. 2014 w Chełmie jedna osoba postanowiła, że nie będzie lepiej “kiedyś”, ale teraz. I jutro. Kamil (a.k.a. “Łupek”) postanowił ruszyć deskorolkę w swoim mieście. Rozumie, że jak nie on, to przecież nikt inny się za to nie weźmie. Poczucie misji, ale też i odpowidzialności, przesiąknięte zajawką deskorolkową spowodowały, że postanowił zorganizować duże zawody deskorolkowe w Chełmie. Po to, aby zachęcić jak najwięcej ludzi do deskorolki, aby pokazać jak największej liczbie ludzi jak fajna jest deskorolka i żeby jak najwięcej osób mogło ten dzień spędzić z deskorolką.

Chelm Skate Battle

Dodatkowo, formuła zawodów ma na celu integrację różnych ekip deskorolkowych – zarówno istniejących typu Shredding czy OSS, jak i tych, które się utworzą z okazji zawodów.

I jak tu nie wspierać zawodów deskorolkowych?

Przyszłość jest teraz

Życie przynosi różne sytuacje. Dla skatera chyba najwyraźniejszą różnicą w życiu jest możliwość jazdy, oraz jej brak.

Po wypadku w 2012 nie wiedziałem, czy będę mógł jeszcze jeździć, choć głęboko wierzyłem że nie ma innej opcji. No bo jak może być inaczej? Miesiące mijały, żaden lekarz nie miał zielonego pojęcia co mi jest. A ja nadal nie mogłem jeździć. Pomimo ciągłego bólu głowy, był czas na przemyślenia. I na postanowienia.

Jednym z nich było pamiętanie o tym, że będę chciał być wdzięczny za to, że znów będę mógł jeździć. W 2013 Karol* znalazł przyczynę bólów i ją zlikwidował. Znów mogłem jeździć, znów byłem sobą. Więc nadszedł czas spełniania postanowień – za każdym razem jak wychodzę na deskę.

Po 18 latach życia na desce, chciałbym się ze wszystkimi podzielić moją radością i wdzięcznością za to, że po prostu mogę jeździć.

Jacoming i 18-tka

Stąd w piątek 9 maja o 17:00 na 1st Floor organizujemy wspólnie z powracającym do Polski Jacem – klucznikiem 1st Floor – dobrą deskorolkową bibę. Zapraszam wszystkich na deskorolkę, dobre rozmowy i spicie piwka!

Carpe Diem.

 

* potem Karol postawił na nogi dwóch kolejnych skaterów, którym “lekarze” też powiedzieli, że już nie będą mogli jeździć. Fizjoactiv.pl. Nawet się nie zastanawiaj czy iść.