Żywioł miasta jest domeną deskorolki.

Jest to obowiązkowy dokument dla miejskich urbanistów. Doskonale pokazuje w jaki sposób deskorolka ożywia często martwą przestrzeń miejską. I jak doskonale dopasowuje się do żywiołu miasta. Jakże by mogło być inaczej, skoro wywodzi się właśnie z tego elementu. W filmie widać też, że wdzięczność i radość z małych rzeczy ma bezpośrednie przełożenie na momentum skateboardingu, niezależnie od otaczającej sytuacji.

Jedną z tych mocno odczuwalnych okoliczności, jest kryzys ekonomiczny w Grecji, o którym pojawia się sporo uwag i wstawek. Mówi się o mniejszej popularności deskorolki z powodu kryzysu – ale co ciekawe, wyciąga się pozytywne wnioski dotyczące redefinicji tożsamości skateboardingu.

Z perspektywy fizycznej deskorolki, wszyscy znamy montaże z różnych miast, w których większość materiału jest nagrana na tych samych spotach. W przypadku tego filmu różnorodność spotów jest porażająca. I to w jednym mieście!

Genialne ujęcia, bardzo trafne i mądre wypowiedzi, master edit. Niesamowity klimat. Dokument jest majstersztykiem.

Advertisements

Chodniki nie z kostki brukowowej

Niedawno byłem na ciekawej wystawie o architekturze miejskiej, na której moją uwagę zwróciło kilka przedwojennych zdjęć Warszawy. A dokładniej chodniki i ciągi piesze na tych zdjęciach.

chodnik nie z kostki onskateboaridng.com 2

chodnik nie z kostki onskateboaridng.com 1

chodnik nie z kostki onskateboaridng.com 3

Po kliknięciu w zdjęcia i powiększeniu, jakoś nie widać na chodnikach kostki brukowej.

Na szczęście dzielnica Śródmieście Warszawy powoli zaczyna wracać do dobrych zwyczajów i coraz więcej ciągów pieszych jest wykonywana z innych materiałów niż klawiszująca i tandetna kostka. Ale niestety zarówno w pozostałych częściach stolicy, jak i w innych miejscowościach Polski, mentalny i realny świat chodników nadal składa się przede wszystkim z kostki brukowej.

Kostka jest droga i nietrwała. Zawsze się rozjeżdża/zapada/wybija (niepotrzebne skreślić). O rzekomych zaletach „rozbieralności“ kostki brukowej został tutaj napisany bardzo dobry artykuł. Dotyczy on ścieżek rowerowych, ale wszystkie argumenty w tekście dotyczą również zwykłych ciągów pieszych. Polecam wszystkim, którym jakość chodników nie jest obojętna.

Natomiast Departament Studiów Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wydał opinię, w której na stronie 12, w punkcie 4.4, napisano:

Czasem można się spotkać z uzasadnieniem, że w danym miejscu kostka betonowa została zastosowana ze względów reprezentacyjnych lub ochrony konserwatorskiej. Jest to argument zdumiewający, gdyż betonowa kostka nie jest ani materiałem historycznym, ani szczególnie reprezentacyjnym (podkreślenie onskateboarding.com). Oczywiście kwestie estetyczne są trudno mierzalne, ale kostka betonowa uchodzi raczej za symbol tandety i złego gustu. Przykładowo tygodnik „Polityka” wymienił kostkę betonową jako jedną z „15 najbrzydszych rzeczy w Polsce”, a katowickie stowarzyszenie „Moje Miasto” wybrało betonową kostkę jako symbol corocznej antynagrody za „architektoniczny bubel roku”. W centrum Warszawy Urząd Miasta ograniczył stosowanie kostki betonowej do zatok postojowych.

Należy jednak zwrócić uwagę, że wiele z najbardziej reprezentacyjnych ulic Europy ma po prostu nawierzchnię asfaltową, i to nawet na ciągach pieszych np. Avenue des Champs Élysées czy Rue St. Michel w Paryżu, Bahnhofstrasse w Zurychu. 

Są argumenty, są dobre przykłady, są dowody. Najwyższy czas przestać marnować pieniądze i zacząć wykonywać trwałe nawierzchnie.

Deskorolka w przewodniku po mieście

Szwedzkie miasto Boras zachęca do wizyty.

Boras przewodnik okladka

W sporym przewodniku można poczytać o najróżniejszych muzeach, wycieczkach i miejscach wartych odwiedzenia – jak to w przewodniku. Jest też rozdział o sporcie i wypoczynku. Już we wstępie obok tenisa jest wymieniony skateboarding.

Boras przewodnik - wstep

Na kolejnych stronach przedstawia się kilka tradycyjnych sportów, obok których rzuca się w oczy “Skateboard & bmx”.

Boras przewodnik 2

Czytamy:

“Kiedyś można było nazwać deskorolki i bmx-y przejściową modą. Dzisiaj są wyborem stylu życia i dużym sportem. Można na nich jeżdzić na ulicach i w specjalnie wybudowanych halach i parkach. Kryty skatepark w Boras  znajduje się blisko Areny Boras i lodowiska. Sprawdź godziny otwarcia na stronie internetowej. borasskatehall.se

Przewodnik wydało Biuro Turystyczne miasta Boras. Całość jest napisana oczywiście po angielsku, niemiecku i szwedzku. Również na stronie internetowej urzędu miasta Boras jest informacja o deskorolce.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby również polskie miasta zachęcały do wizyty tym, że w nich “można jeździć na deskorolce na ulicach” – bo w Polsce też są ulice i też są skaterzy. Wystarczy przestać przeszkadzać młodym ludziom i przyznać się, że deskorolka jest naturalną częścią przestrzeni miejskiej. Pomijając już tak oczywistą rzecz, jak styl życia, czy fakt, że skateboarding jest jednym z najbardziej rozwijających się sportów.

Malkontenci na pewno natychmiast by powiedzieli: “Ale to jest w Szwecji, tam jest bogato, tam jest inaczej”. Takie gadanie to zwykła zaściankowa demagogia. Skateboarding na ulicach nie ma nic wspólnego z tym, czy jakiś kraj jest bogaty czy biedny. Podstawową różnicą między Szwecją a Polską jest to, że w Szwecji nie narzeka się na wszystko tak, jak w Polsce. I z tego wynikają dalsze różnice. Również w zamożności. Jedni ciągle narzekają i skupiają się na złych rzeczach wokół, przez co nie widzą żadnych szans dla siebie. A inni koncentrują się na pozytywach, przez co widzą dużo możliwości i się rozwijają. Wybór sposobu patrzenia na świat należy do nas samych.

Ani kryty skatepark w Boras nie zwala z nóg, ani uliczne miejscówki nie są tak słynne jak te w Barcelonie. A pomimo tego Boras umie się pochwalić. Mając nawet mniej do zaoferowania niż niejedno polskie miasto. Bo zamiast szukać dziury w całym, skupia się na pozytywnych rzeczach.

Skateboarding jest jedną z cech rozwoju miast. Pozytywną cechą. Dlatego warto dbać o deskorolkę.

Deskorolka na pomniku ofiar wojny (cz. 2)

Pomniki mają m.in. na celu zachowanie pamięci o różnych wydarzeniach lub wielkich osobach z historii. W dzisiejszym świecie wiele pomników co prawda stoi, ale ich istnienie często mija się z celem w którym zostały wybudowane. Jest tak dlatego, że są “martwe” – zarówno w dosłownym jak i przenośnym znaczeniu tego słowa. Nic się przy tych pomnikach nie dzieje, mało kto o nich pamięta, a w najlepszym razie nie są one zaniedbane.

Jest to tym bardziej dziwne, że większość pominików dotyczy naprawdę niesamowitych ludzi i dla historii wręcz przełomowych wydarzeń. I pomimo tego, nie mają one prawie żadnego wpływu na dalsze losy historii. Coś się wydarzyło, to było kiedyś, stawiamy pomnik i tyle. Przy budowanym pomniku o przyszłości myśli się na papierze. A po wybudowaniu – podczas uroczystych przemówień i składania wieńców. Raz do roku. Wystarczy. Natomiast mało kto myśli w sposób ciągły o przyszłości, o inspiracji dla następnych pokoleń, o tym aby ludzie “sami z siebie” byli świadomi symboliki jaką reprezentuje pomnik. Inicjatorowi wydaje się, że samo wybudowanie kamiennej bryły jest już takim ewenementem, że huhuu!

Są oczywiście pozytywne przykłady implementacji symboliki pomnika w żywą przestrzeń miejską, a co za tym idzie – w codzienność. Oprócz wcześniej wspomnianego Landhauzplatz w Innsbrucku, chciałbym przedstawić drugi przykład, który dodatkowo będzie łamał stereotyp zaściankowego pseudomyślenia pt.: “u nas się nie da, bo jest inna mentalność, jesteśmy biedni, etc.”. Ten przykład pochodzi z najbiedniejszego kraju Europy, z kraju który przez 50 lat miał totalitarny reżim komunistyczny i który na dodatek został zdewastowany przez niedawną wojnę w latach ’90. Mowa o Bośnii i Hercegowinie.

SONY DSC

Pomnik w Sarajewie również dotyczy ofiar, z tym, że tych najbardziej niewinnych – dzieci. Przedstawia płaczące matki po swoich dzieciach, które zginęły w trakcie wojny. Jak bardzo bolesne, ile cierpienia!

SONY DSC

I w tym momencie ktoś pomyślał. Zróbmy coś dla dzieci, dla młodych, dla przyszłości. Ale z upamiętnieniem tych strasznych wydarzeń. Wokół pomnika stworzono całą przestrzeń rekreacyjną (!), obejmującą dużą miejscówkę do jazdy na desce, zieleń, ławki, stoliki do gry w szachy, alejki i nawet bieżnię do biegania. Wszystko tworzące spójną całość, na końcu której stoi pomnik płaczących matek. Niesamowite.

SONY DSCSONY DSC

Nie wiem, czy chodziło o to, aby z tego bólu zrodziła się miłość do dzieci, aby ten ból przekuć w miłość i energię. Ale jak się patrzy na pomnik i na to, jak on wraz z przestrzenią wokół tworzy harmonijne miejsce dla ludzi, to rezultat całego przedsięwzięcia właśnie taki jest. Dzieci się bawią, zakochane pary siedzą na ławkach, starsze panie spacerują (które być może właśnie potraciły któreś ze swoich dzieci w trakcie wojny), a pomiędzy tym wszystkim nagrywa się sekwy.

SONY DSCSONY DSC

Ciekawostką jest to, że pomnik odnosi się zarówno do zabitych dzieci w trakcie wojny w Bośnii i Hercegowinie, jak i do ofiar masakry w Khojali (Azerbejdżanie), podczas której wymordowano 613 cywilów, w tym 106 kobiet i 83 dzieci. Bardzo ciężki temat.

SONY DSC

Całe przedsięwzięcie Parku Przyjaźni powstało z donacji Republiki Azerbejdżanu, której widocznie zależało nie tylko na postawieniu samej bryły pomnika i przemówieniach. To miejsce bardzo wyraźnie pokazuje energię tkwiącą w obu narodach.

SONY DSC

Można się dołować swoją historią, albo można nie godząc się z nią wdrożyć ją w codzienność. Robiąc de facto spin – obracając ból i cierpienie w miłość i energię życia.

Skate & love your mother.

Deskorolka na pomniku ofiar wojny (cz. 1)

“Za wolność Austrii pomordowanych”. To napis na  ogromnym pomniku w Innsbrucku, znajdującym się na dużym placu przed gmachem urzędu wojewódzkiego Landu Tirol.

Pod pomnikiem ofiar wojny dziesiątki skaterów, starsi ludzie na ławkach, przechodnie i kawiarnie. Każdy robi swoje, nikt nikomu nie przeszkadza.

To miejsce już z tego powodu może się wydawać wyjątkowe. Ale nie z tego powodu jest wyjątkowe.

“Landhausplatz” (Eduard-Wallnofer Platz) jest wyjątkowy ze względu na to, że cały plac został specjalnie zaprojektowany z uwzględnieniem “likwidacji barier”. Dla ludzi. Dla skaterów, którzy – jak się okazuje – też są ludźmi. W związku z czym, plac jest w naturalny sposób dostępny również dla osób jeżdżących na deskorolce. Czemu to miało służyć?

Landhauzplatz

Ciąg logiczny koncepcji “Landhausplatz” jest dość prosty. Ktoś zginął za wolność, w walce z nieludzkim systemem. Zginął, ale dzięki jego walce i ofierze wolność w końcu zwyciężyła. Pamięć o tym powinna być codzienna. Ale nie będzie, jak pomnik będzie “nieużywany”. Jak będzie stał jak inne pomniki, obok których się przechodzi. Bo do tego dzisiaj służą, żeby obok nich przechodzić. W dzisiejszym świecie, gdzie jest przesyt bodźców informacyjnych, stojący pomnik jest ostatnią rzeczą, na jaką się zwraca uwagę w przestrzeni miejskiej.

W Innsbrucku postanowiono “aktywować” pomnik poległych za wolność Austrii. Ożywić go. Aby nie tylko raz w roku służył do składania kwiatów – ale żeby przez 365 dni w roku o nim pamiętano, o nim mówiono, żeby przy nim się spotykać, żeby nie był obojętny. I do tego posłużono się deskorolką. Dzięki temu, dzisiaj pomnik jest częścią codzienności bardzo wielu ludzi.

Z zaściankowej perspektywy koncept Landhausplatz może wydawać się nie do zrealizowania w Polsce. Bo: “to na bogatym zachodzie, u nas ludzie są inni i jest inna mentalność”.

Aby obalić mit “bogactwa, innych ludzi, innej mentalności”, w następnym poście przedstawię bardziej wstrząsający koncept – tym razem pochodzący z kraju, który podobnie jak Polska, przez pół wieku był pod butem komunistów i który dodatkowo obecnie jest biedniejszy niż RP.

Skate & respect.

Sarajevo Skatereport 2

SONY DSC

Sarajewo jest bardzo zróżnicowane, dzięki czemu interakcja na desce z otaczającą architekturą jest wręcz genialna.

SONY DSC

Obok tradycyjnych budynków powstają nowoczesne projekty.

SONY DSC

Są też duże pozostałości po Austro-Węgrach – czyli znane nam w centralnej Europie kamienice. Miasto jest dobre do poruszania się na desce, nawierzchnie są w dużej mierze z asfaltu. Deptak w centrum Sarajeva jest oczywiście z granitu, a nie ze swojskiej kostki brukowej. Podobne są nawierzchnie przy wielu nowoczesnych budynkach.

SONY DSC

SONY DSC

Muzułmańskie cmentarze wyglądają niesamowicie.

SONY DSC

Do tego dochodzi sporo masakryczno-bolszewickiej architektury z czasów Jugosławii. Jedyne co w niej dobrego, to sporo spotów do jazdy.

SONY DSC

A w to wszystko są wplecione miejsca, które aż błagają, żeby na nich zrobić choć jeden trick.

SONY DSC

W 1984 w Sarajewie była olimpiada zimowa. Dzisiaj można jeździć w torze saneczkowym.

Szacun dla kolesia:

Pomimo tego, że wielu jiżikom się wydaje, że Bośnia jest “niebezpieczna”, Sarajewo jest jednym z najbardziej bezpiecznych miast w południowej Europie. Ludzie są bardzo uprzejmi. Patrzą w oczy, co dla wielu może być szokiem. Coż, są bardzo konkretni i widać, że się nie boją.

I podobnie jak na całym świecie, również tutaj obowiązuje zasada: “If you’re looking for trouble, you will get it”.

SONY DSC

Co nie przeszkadzało zamiatać świeżych łusek z jednego ze spotów w okolicy dawnego serbsko-bośniackiego frontu w górach nad miastem. Don’t talk about your life. Live it.

SONY DSC

Dziewicze i niesamowite spoty. Sarajewo jest jak spełniające się marzenie.

Grubo ponad 150 osób na Dniu Deskorolki w Lublinie

W przeciwieństwie do zeszłego roku, tegoroczny Go Skateboarding Day w Lublinie odbył się bez jakichkolwiek spin z ochroną czy policją. W tym roku policja zachowywała się dokładnie tak, jak powinna – czyli profesjonalnie. Widziała duże zbiorowisko ludzi, obserwowała, ale nie przeszkadzała. Dopiero jak jakaś osoba – której zależy na tym, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z Polski – robiła zgłoszenie, to policja interweniowała. I robiła to zupełnie normalnie, bez tęgich min, bez kozaczenia czy grożenia. Policjanci się zbliżali, po czym spokojnie i grzecznie, acz stanowczo informowali, że ktoś zrobił zgłoszenie (innymi słowami – doniósł na nas) i że musimy opuścić to miejsce. Wtedy oczywiście nie było dyskusji, więc jechaliśmy sobie gdzieś indziej.

policja obserwuje

Dzięki temu, mieliśmy na paru spotach ponad pół godziny żeby spokojnie pojeździć. A na większości miejscówek policja w ogóle nie interweniowała, bo nie było zgłoszenia. Czyli normalnie – profesjonalnie.

kolejny spot - 7 schodow

Na powyższym spocie po kilkunastu minutach wyszedł pan, który organizował w budynku międzynarodową konferencję naukową i powiedział nam, że słabo słychać prelegenta w środku. Poprosiliśmy o parę minut, zrobiło się z tego paręnaście. Pan się mocno niecierpliwił, ale na koniec ukłoniliśmy się sobie i mu wszyscy bardzo podziękowali.

Głosiag challenge-chaos, zajawa

Głosiak Challenge – to kiedyś będzie zupełnie nowy nurt w skateboardingu. Nie pamiętam, kto dzisiaj wpadł na pomysł zjeżdżania z wysokiej skarpy prosto na stare asfaltowo-żwirowe boisko pełne szkła. Ale jak widać, wszyscy się świetnie bawili.

Głosiak challenge i trochę uśmiechniętej krwi

Pełen spontan i nie pękanie jak coś boli. Szacuneczek.

2013 - ponad 150 osob

Nie wiem, czy w tym roku mieliśmy więcej szczęścia niż w zeszłym – w co wątpię, bo było nas więcej i byliśmy na większej liczbie miejscówek. Może po prostu ludzie w Lublinie zaczynają powoli rozumieć, że deskorolka jest stałym elementem kultury miasta. Jak jechaliśmy ulicami przez całe centrum miasta, to kierowcy byli wyrozumiali, wiele osób się uśmiechało, albo nam machało. Pełen chill i jedna wielka zajawa.

Go Skateboarding Day Lublin 2013

W Dzień Deskorolki w Lublinie robi się to, co powinno się robić w Dzień Deskorolki: idzie się na cały dzień na deskę. Dlatego nie zaczynamy w godzinach “po szkole” czy “po pracy”, tylko o 13:00.

Go Skate Day Lublin 2013

W zeszłym roku padł kolejny rekord frekwencji. Can’t wait.

Sarajevo skatereport 1

Niesamowita architektura. Niesamowicie przyjaźni ludzie. Niesamowite miasto.

I dużo inspiracji do deskorolki, działań i kolejnych projektów miejsc do jazdy.

SONY DSC

Czasami jedno zdjęcie przekazuje więcej niż 1000 słów. Czasami też bardzo wyraźnie widać różnicę w spostrzeganiu otaczającej architektury.

Skateplaza pod zamkiem w Lublinie?

Dzisiaj ukazał się artykuł w Gazecie Wyborczej, w którym ośmieliłem się zaproponować utworzenie skateplazy pod Zamkiem w Lublinie.

Jest to totalnie niezagospodarowany teren w samym centrum miasta, który jest wykorzystywany zupełnie przypadkowo. Czasami gra się na nim w piłkę, czasami organizowany jest w tym miejscu cyrk (czy jakiś swojski namiot), a czasami załatwiają się tam pieski. Natomiast zawsze i za każdym razem wali się tam gaz.

Oprócz braku zagospodarowania, teren jest również kompletnie nieuregulowany w kwestii gospodarki wodnej (co widać na zdjęciu w artykule). Kiedyś ten teren nawet  zalewała rzeczka Bystrzyca.

Picture 2

Taki stan trwa od dziesiątków lat. I nikt głośno nie mówi, że należałoby uporządkować to miejsce z pięknym widokiem na część Lubelskiej starówki i które bez większych nakładów mogłoby stanowić teren rekreacyjny dla nie-alkoholików z całego Lublina i Lubelszczyzny. Centralne położenie, łatwy dojazd zarówno komunikacją miejską, jak i samochodem. Dla skaterów spoza Lublina – blisko dworca PKP i jeszcze bliżej dworca PKS. Do Leszna przyjeżdżają nie tylko z całej Wielkopolski, na PTG nie tylko z całego Śląska, więc dlaczego by miano nie przyjeżdżać na skateplazę “światowej” klasy (jak to się mówi w Polsce, która widocznie nie leży na “świecie” hehe) do Lublina z innych województw? W dodatku – w przeciwieństwie do tych wszystkich innych skateplaz – na plazę położoną w zielonym otoczeniu, z najlepszym widokiem pośród wszystkich skateplaz w Europie.

Kilka lat temu udało się za Lubelskim Zamkiem utworzyć malutki skatespot. Koncepcja zakładała jego stopniową rozubudowę, ale Wojewódzki Konserwator Zabytków był przeciwny temu – “bo nie”. Teraz prawo się zmieniło i ten teren podlega Miejskiemu Konserwatorowi Zabytków, który wprowadza zupełnie inny sposób myślenia w Lublinie. Utworzenie w tym miejscu m.in. skateplazy, która by była dobrze wkomponowana w przestronne otoczenie, przy zachowaniu istniejącego drzewostanu (w przeciwieństwie do maniakalnej tendencji w wielu urzędach miast do wycinania drzew), i przy częściowym wykorzystaniu istniejących ciągów pieszych, z jednej strony przywróciłoby temu miejscu normalne życie, a z drugiej strony uporządkowało tę przestrzeń, wykorzystując jej rekreacyjno-sportowy potencjał. Zresztą, ten pomysł nie jest niczym nowym, bo od lat tak się robi w Zachodniej Europie. Tam nie tylko się jeżdzi po pomnikach, w muzeach i różnych rzeźbach – tam się nawet buduje pomniki w celu jazdy po nich (Innsbruck).

Zobaczymy, czy w Lublinie władze będą umiały myśleć przyszłościowo, czy nadal będą w mentalnym kanonie smutnej przeszłości: “Ku pamięci, mięci kupa, wpisał się Alojzy D*pa”.