Kalisz bez kostki

Kalisz jest jednym z pierwszych polskich miast, które po paru dekadach zaczyna traktować swoje chodniki poważnie. Poważnie, czyli bez kostki brukowej:

kalisz-bez-kostki

Źródło: http://www.kalisz.pl/pl/q/aktualnosci/kalisz-bez-kostki

 

Jeżeli nam zależy na tym, żeby Polska miała przyjazne dla ludzi oraz ładne chodniki, to warto brać wprowadzone standardy w Kaliszu za przykład: 

http://www.rewitalizacjakalisz.pl/wp-content/uploads/2016/12/standardy_załącznik_755_2016.pdf

W 2015 roku również władze Lublina dość buńczucznie zapowiadały odejście od kostki brukowej. Po 2 latach projektu “Miasto dla Ludzi”, dziesiątkach spotkań, pism, prezentacji, rozważań i medytacji, władzom w Lublinie nie udało się formalnie przyjąć jakichkolwiek wytycznych ani standardów dotyczących nawierzchni chodników. Na chwilę obecną mieszkańcy muszą się zadowolić “deklaracją” i konferencją prasową z lutego 2016 z udziałem prezydenta miasta, z której wynika, że “nadal będziemy współpracować”.

Niestety lubelskie chodniki nie zareagowały na konferencję prasową wraz z deklaracją – i od czasu konferencji nadal są brukowane kostką brukową, lub pstrokatą nawierzchnią.

Kiedy Lublin i inne polskie miasta, zostaną raz na zawsze uwolnione od bezmyślnej kostkomanii?

 

https://onskateboarding.wordpress.com/2012/10/31/o-kostce-brukowej-w-gazecie-wyborczej/

https://onskateboarding.wordpress.com/2014/01/21/chodniki-nie-z-kostki-brukowowej/

https://onskateboarding.wordpress.com/2015/05/14/lublin-odchodzi-od-kostki-brukowej-2/

Advertisements

Keep art alive

Są firmy w deskorolce, które – oprócz tego, że są “niszowe” – nie mają prawa bytu w obecnym mainstreamowym świecie.

W latach ’90 były to Sheep Shoes. Kto to pamięta?

A w 2016 był to Back Forty. Kto to pamięta?

Finezyjny humor, bardzo szerokie spojrzenie na deskorolkę i przede wszystkim dobre pomysły.

Warto nie tylko pamiętać, ale tak działać, żeby nie trzeba było pamiętać. Wtedy takie rzeczy nadal będą istniały. Skateboarding is art.

Każdy może być częścią historii.

Historia wydaje się nieraz czymś bardzo odległym. Czymś, co było kiedyś i na co się nie ma wpływu. Jednak tę historię ktoś kiedyś tworzył. I tak, to co się dzieje dzisiaj, jutro też już będzie historią. Więc dzisiaj tak naprawdę każdy może napisać fragment historii.

Lofb logo

W tym roku, po raz ósmy odbędzie się Lines of Bielawa. Dotychczas nie było w kronikach polskiej deskorolki tak dużej imprezy, która by się odbywała przez tyle lat z rzędu. Niejeden skater krócej jeździ na desce, niż odbywają się Linesy.

Za to chyba każdy wie, że jest to idealne miejsce, w którym można się spotkać ze znajomymi z całej Polski. Że jest tam czas, żeby ze sobą porozmawiać, pojeździć i poimprezować. W rzeczywistym świecie, z żywą ludzką interakcją, patrząc sobie w oczy. Jest to chyba jedyna impreza deskorolkowa, która co roku zbiera mniej facebookowych kliknięć “going”, niż rzeczywiście obecnych na miejscu skaterów. Jest to coś, co każdy z uczestników Linesów współtworzy. Coś, z czego może być dumny, zwłaszcza w dzisiejszym wirtualnym świecie. W ten sposób każda z tych osób pisze historię. Historię deskorolki.

1-2 sierpień 2015. History is now.

UPÓR + OPÓR

Te słowa nie są popularne w dzisiejszym świecie. Większość ludzi chołduje innej filozofii życia: “Ciszej siedzisz, dalej zajdziesz”, “Nie wychodź przed szereg”, “Nie wychylaj się”. A takie podejście przekłada się na wzajemną podejrzliwość, nieufność – z których znów pojawiło się popularne słowo “obczajać”. Kojarzy się to z siedzeniem w krzakach i obserwowaniem co się dzieje wokół. Tak, żeby nikt nas nie zauważył, żebyśmy nie zwracali na siebie uwagi.

W przypadku – oczywiście niesłusznego – zarzutu o konformizm, układanie się, spolegliwość, letniość i pasywność, zawsze przychodzi z pomocą społecznie lubiana “skromność”, za którą można się bezpiecznie schować. Bo przecież posiadanie własnego zdania, życiowego celu i konkretnego działania żeby zrealizować swoje marzenie, jest “lansowaniem się”. A tego to już na pewno nikt nie lubi, zwłaszcza w otoczeniu, które obczaja.

Na szczęście, nie cały świat jest taki i nie wszyscy ludzie są tacy. W Dzień Deskorolki, 21 czerwca w Lublinie, odbędzie się premiera historii działań ludzi, którzy w obecnych czasach nie są popularni. Time will tell about times.

Żywioł miasta jest domeną deskorolki.

Jest to obowiązkowy dokument dla miejskich urbanistów. Doskonale pokazuje w jaki sposób deskorolka ożywia często martwą przestrzeń miejską. I jak doskonale dopasowuje się do żywiołu miasta. Jakże by mogło być inaczej, skoro wywodzi się właśnie z tego elementu. W filmie widać też, że wdzięczność i radość z małych rzeczy ma bezpośrednie przełożenie na momentum skateboardingu, niezależnie od otaczającej sytuacji.

Jedną z tych mocno odczuwalnych okoliczności, jest kryzys ekonomiczny w Grecji, o którym pojawia się sporo uwag i wstawek. Mówi się o mniejszej popularności deskorolki z powodu kryzysu – ale co ciekawe, wyciąga się pozytywne wnioski dotyczące redefinicji tożsamości skateboardingu.

Z perspektywy fizycznej deskorolki, wszyscy znamy montaże z różnych miast, w których większość materiału jest nagrana na tych samych spotach. W przypadku tego filmu różnorodność spotów jest porażająca. I to w jednym mieście!

Genialne ujęcia, bardzo trafne i mądre wypowiedzi, master edit. Niesamowity klimat. Dokument jest majstersztykiem.

Po co deskorolkowe mistrzostwa Polski?

Przecież najbardziej cool jest być w undergroundzie. Takim undergroundzie, który zawsze narzeka, że w “Polsce nie da się żyć z jazdy na deskorolce”. W kółko. I jeszcze raz. Nie da się.

Skąd to narzekanie? Bo się nie da.

A dlaczego się nie da? Bo się narzeka.

W dodatku, słowo “mistrz” budzi w Polsce stereotypowe skojarzenie, któremu bliżej jest do szyderstwa niż do szczerego uznania dla czyjejś ciężkiej pracy i starań. W końcu, najłatwiej jest szydzić.

Tylko, że jak przychodzi do mistrzów z innych krajów, to szyderstwa znikają, a na ich miejsce pojawiają się jęki zachwytów.

271441

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Przykładowo, wszyscy wiemy kto to Nassim Guammaz. Tak, to też mistrz. W 2010 wygrał deskorolkowe mistrzostwa Europy. Znamy go z bardzo inspirującego filmu dokumentalnego “Plank” (deska).

W Polsce znany jest również inny zwycięzca skateboardowych mistrzostw – tym razem Holandii (2009) – Tim Zom “Zombie”. O nim też nakręcono dokument, trochę poważniejszy. W zeszłym roku do holenderskich kin wszedł pełnometrażowy film o tym mistrzu deskorolki. I nikt nie może powiedzieć, że Zombie jest fake. Lub że gwiazdorzy. Jak i również nikt nie robi takich porek jak on.

Obaj Holendrzy też kiedyś zaczynali. Również tam kiedyś zaczęto przeprowadzać mistrzostwa deskorolki. I dzisiaj chłopaki jeżdżą tak, a nie inaczej.

W 2013 Skateboardowe Grand Prix Polski wygrał Andrzej Podsiadło z Zakopanego. Kto wygrał w 2014? Tego się będzie można później dowiedzieć z Facebooka. Ale na fejsie nie będzie tego klimatu, deskorolki, dreszczyku zajawy i całej imprezy, która będzie w sobotę. Jest jeszcze czas żeby przyjechać.

GP 2014 prize-giving

Skateboarding across the border: Skate & Unite

Deskorolka jest wspólnym językiem, niezależnie od tego kto skąd pochodzi. Pochodzenie skupia się na przeszłości, natomiast skateboarding na tym, co będzie w przyszłości. Na marzeniach, pomysłach i ich realizacji. Czyli też na tym, kim chcemy być i jak chcemy żyć.

Deskorolka to też interakcja międzyludzka – w realu

Lines 2014 poster

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Co roku w Polsce jest organizowanych wiele dużych imprez deskorolkowych. Każde z tych zawodów mają swoją “oś” – swój profil, koncept – która jest sednem tego wydarzenia.

Back to the Streets skupia się na międzynarodowych riderach, trickach – najlepej jak ze Street League – i skateplazie, której żadna w Europie nie dorównuje.

Natomiast na Baltic Games słowem klucz, jest “show”. I to dobry show. Trybuny pełne ludzi, atmosfera wspólnej radości z wykonanych tricków i jak najlepsza oprawa jeżdżących, w celu przedstawienia ich tricków w jak najbardziej atrakcyjny sposób.

A na Lines of Bielawa najważniejszy jest skater. I to, co z niego “wynika”. Z jego ducha, z jego myśli, z tego, kim on jest. Brzmi to trochę metafizycznie, ale taka właśnie jest płaszczyzna konceptu Lines of Bielawa. Nie-materialna.

Są tam super tricki, ale nie tam się robi największe bangery a la Nyjah. Jest tam na co patrzeć, ale nie ma show. Z materialnego punktu widzenia, ta impreza nie jest ani najliczniejsza w uczestnikach, ani nie skacze się na niej najwyżej, ani najdalej.

Więc co takiego jest w Lines of Bielawa, że co roku zjeżdża się tam kilkuset zajawkowiczów? Klimat interakcji międzyludzkiej – każdy z każdym rozmawia, wszyscy się uśmiechają do siebie, mało kto jest obojętny na drugiego człowieka.

I to wszystko jest przesiąknięte deskorolką, wokół której jest duże skupienie – nie zważając na to, kto jaki trick umie, lub kto i jak się “zaprezentował”.

Jaki jest rezultat pobytu na Linesach? Ładunek życiowej energii na bardzo długo. Siły, której się nie uzyska ani siedząc na fejsie, ani uprawiając codziennie jogę. Być może takie wrażenia dotyczą tylko skaterów – w końcu, słowo “zajawka” powstało w pierwszej połowie lat ’90, właśnie w środowisku deskorolki. Ale to nie szkodzi, ponieważ Lines of Bielawa jest tworzone przez skaterów, dla skaterów. I niech tak zostanie w świecie exceli, PR i wykresów. Beauty is delicate.

Ambasadorzy deskorolki

Jak często można na desce spotkać znajomych z innych części Polski? Wspólnie pojeździć, porozmawiać, poimprezować. Doskonałą okazją do tego są zawody.

W ciągu ostatnich paru lat mamy ogromny wysyp imprez i zawodów deskorolkowych. Jest to dobry znak aktywności sceny deskorolkowej – komuś, gdzieś, chce się dla innych coś organizować. Kiedyś Kingpin napisał, że każde miasto ma swojego ambasadora deskorolki, czyli kogoś, kto lokalnie ogarnia i działa na rzecz deski. Takie osoby należy wspierać, ponieważ to dzięki ich działaniom deskorolka się rozwija.

W tę sobotę, 5 lipca, w Swarzędzu odbędzie się drugi przystanek Skateboardowego Grand Prix Polski, przy którym lokalnie działa m.in. Kuba Górniak, za co wielka piątka!

Swarzedz 2014.7.5 c

Czasami się zastanawiam, co będzie, jak tym wszystkim działającym skaterom odechce się organizować eventy? Po prostu stwierdzą, że wystarczy. I zamiast wypruwać sobie żyły, ograniać różne sprawy – to odpalą sobie jakiś montażyk, a potem na dłużej pójdą sobie na deskę. Czy deskorolka będzie wtedy “lepsza”? Ciekawsza? Czy łatwiej będzie wtedy można spotkać znajomych z różnych stron kraju?

A może właśnie wtedy skateboarding zacznie się szybciej rozwijać? Bo wtedy będzie taki prawdziwie undergroundowy, z daleka od obcych skaterów – będą tajne miejscówki i małe ekipy jeżdżące w słuchawkach na swoich osiedlach. Kolejnym krokiem by mogło być poblokowanie stron internetowych dla osób spoza swojego własnego grona ziomków. Największą zajawą by było wtedy oglądanie swoich własnych montaży, oraz tych zza granicy i wzdychanie, że “tam to dopiero mają!”. Brzmi trochę znajomo, nieprawdaż?

Cherish what you have.

Skateboarding across the border: skate & unite

Chyba każdy skater marzy o tym, aby beztrosko spędzać czas na deskorolce w ciekawych miejscach, z ciekawymi ludźmi. Stąd powstał pomysł czesko-polskiego transgranicznego projektu “Skateboarding across the border: skate & unite”. Cały projekt jest wspierany przez Fundusz Wyszehradzki.

Idea zakłada 3-dniowy skatetrip czterech czteroosobowych ekip z Polski po Czeskim pograniczu, i czterech czteroosobowych ekip z Republiki Czeskiej po Polskim pograniczu. Tak, deskorolka jest wszędzie, granice lub nie – ale skateboarding po prostu jest obecny wokół nas, tak samo jak powietrze.

Po skatetripie wszystkie ekipy spotykają się na skateplazie w Szczytnej na czesko-polskim “meczu” deskorolkowym. A po zawodach jest jeszcze dobra, międzynarodowa integracja przy piwku – czyli przede wszystkim okazja do wymienienia myśli i poglądów o deskorolce, pomysłów i doświadczeń. Tak, marzenia się spełniają.

plakat_szczytna-22Jun14