Ruszenie lokalnej sceny deskorolkowej

Na początku lat ’90 Chełm posiadał bardzo mocną scenę deskorolkową (m.in. “Radziawa”, “Ciszak”, “Konewka”), która jeździła na bardzo dobrym poziomie. Z tą ekipą zaczął jeździć “Bizon” (Paweł Woźniak), który później podtrzymywał kolejną falę deskorolki w tym mieście, składającą się m.in. z: Wojtka (“Shorty”), Przemka Bielaka, “Kamilka” i innych. Ostatni, mały, revival sceny nastąpił za czasów Patryka Stachela. Brzmi to trochę historycznie, no ale przecież modne jest wspominanie jak to “kiedyś było lepiej”.

Niestety migracja zarobkowa zabija skutecznie, stąd też i w Chełmie była przyczyną rozpadu każdej kolejnej ekipy deskorolkowej. Na marginesie – tak to już jest i będzie, dopóki w Polsce nie będzie prostszego prawa: 1, 2, 3, 4 (uwaga, dane są nie-mainstreamowe, nie wypada się nimi chwalić publicznie, bo to “ciężki i skomplikowany” temat). Pozostając przy temacie deskorolki – jakby ktoś się dziwił dlaczego nie stać jego, albo jego rodziców, co miesiąc na nową deskę.

Pomimo tego, A.D. 2014 w Chełmie jedna osoba postanowiła, że nie będzie lepiej “kiedyś”, ale teraz. I jutro. Kamil (a.k.a. “Łupek”) postanowił ruszyć deskorolkę w swoim mieście. Rozumie, że jak nie on, to przecież nikt inny się za to nie weźmie. Poczucie misji, ale też i odpowidzialności, przesiąknięte zajawką deskorolkową spowodowały, że postanowił zorganizować duże zawody deskorolkowe w Chełmie. Po to, aby zachęcić jak najwięcej ludzi do deskorolki, aby pokazać jak największej liczbie ludzi jak fajna jest deskorolka i żeby jak najwięcej osób mogło ten dzień spędzić z deskorolką.

Chelm Skate Battle

Dodatkowo, formuła zawodów ma na celu integrację różnych ekip deskorolkowych – zarówno istniejących typu Shredding czy OSS, jak i tych, które się utworzą z okazji zawodów.

I jak tu nie wspierać zawodów deskorolkowych?

Przyszłość jest teraz

Życie przynosi różne sytuacje. Dla skatera chyba najwyraźniejszą różnicą w życiu jest możliwość jazdy, oraz jej brak.

Po wypadku w 2012 nie wiedziałem, czy będę mógł jeszcze jeździć, choć głęboko wierzyłem że nie ma innej opcji. No bo jak może być inaczej? Miesiące mijały, żaden lekarz nie miał zielonego pojęcia co mi jest. A ja nadal nie mogłem jeździć. Pomimo ciągłego bólu głowy, był czas na przemyślenia. I na postanowienia.

Jednym z nich było pamiętanie o tym, że będę chciał być wdzięczny za to, że znów będę mógł jeździć. W 2013 Karol* znalazł przyczynę bólów i ją zlikwidował. Znów mogłem jeździć, znów byłem sobą. Więc nadszedł czas spełniania postanowień – za każdym razem jak wychodzę na deskę.

Po 18 latach życia na desce, chciałbym się ze wszystkimi podzielić moją radością i wdzięcznością za to, że po prostu mogę jeździć.

Jacoming i 18-tka

Stąd w piątek 9 maja o 17:00 na 1st Floor organizujemy wspólnie z powracającym do Polski Jacem – klucznikiem 1st Floor – dobrą deskorolkową bibę. Zapraszam wszystkich na deskorolkę, dobre rozmowy i spicie piwka!

Carpe Diem.

 

* potem Karol postawił na nogi dwóch kolejnych skaterów, którym “lekarze” też powiedzieli, że już nie będą mogli jeździć. Fizjoactiv.pl. Nawet się nie zastanawiaj czy iść.

Wywiad z Rick McCrank

Słowo pisane bywa ponadczasowe. Rozmowy są ulotne, chyba, że dotyczą ponadczasowych rzeczy. Taki też jest poniższy wywiad.

Nikomu nie trzeba przedstawiać Ricka McCranka, każdy o nim słyszał. Zarówno jego part w filmie Birdhouse „The End” (starsi pamiętają, dla młodszych jest to must see), jak i ten w éS “Menikmati” przeszedł do historii. I wiele innych. Grał też w filmie „Machotaildrop”. A oprócz tego, że ma fantastyczny styl jazdy, to Rick jest także bardzo miłą, ale cichą osobą. Nie chwali się, unika tłumów, po prostu jeździ.

rick-mccrank-camera-lg Image thanks to éS Footwear.

 B: Czy marzyłeś kiedyś że zostaniesz prosem?

R: Troszeczkę, ale raczej nie. Nigdy nie myślałem że mi się uda. Zawsze po prostu jeździłem.

B: A nie denerwuje cię, że jak wylądujesz jakiś trick na zawodach to każdy myśli, że to zajebisty trick tylko dlatego że jesteś Rickiem McCrankiem, a nikt nie zauważa wymiatających kolesi którzy są mniej znani?

R: Wiem, to głupio. Tak jak na przykład Kyle Berard, on naprawdę dobrze jeździ, ale ludzie tego nie widzą. Lubią tylko rzeczy które znają.

B: No a zanim stałeś się sławny, czy też było tak że ludzie cię nie zauważali?

R: Nie zauważałem że mnie nikt nie zauważał, haha. Mało mnie to obchodziło.

B: Porozmawiajmy o zdrowiu. W jakim stanie będziesz za pięć lub dziesięć lat?

R: Wydaje mi się że będzie lepiej, bo zaczynam więcej dbać o siebie. Chcę zacząć robić rożne ćwiczenia.

B: Czy rozgrzewasz się przed jazdą?

R: Nie. Czasami się tylko rozciągam rano. Nie zawsze, ale często.

B: O czym myślisz, gdy podjeżdżasz do poręczy, albo jakichś wielkich schodów?

R: Nie wiem, chyba o robieniu tego tricku.

B: Mocno się koncentrujesz, czy po prostu robisz swoje?

R: Trochę to i to. Tak na przykład, kiedy wiesz co robisz, to nie myślisz i po prostu robisz trick. Chociaż, nie wiem, chyba się raczej zawsze skupiałem.

B: A żeby zdusić dużą poręcz, to czy musisz mieć dobry dzień, czy to nie ma znaczenia?

R: Nie, prawie zawsze mogę. Chyba że jestem tak obolały że nie mogę zrobić ollie, hehe.

B: Jaką miałeś dotąd najgorszą kontuzję?

R: Tylko poskręcane kostki, kiedyś nawet dziesięć razy w ciągu jednego roku. Raz skręciłem obie kostki w jeden dzień. A na snowboardzie złamałem obojczyk.

B: Gdzie się wychowałeś jeżdżąc: na ulicy, w skateparkach, czy na rampach?

R: Chyba w skateparkach. Jak byłem młodszy to dużo jeździłem na halfpipie. W sumie jeżdżę wszędzie: jednego dnia na streecie, a drugiego w skateparku. Dla mnie to wszystko jedno, przecież to wszystko to deskorolka.

B: A co sądzisz o powrocie ery flip-in, flip-out?

R: Nie wiem, nie umiem robić takich rzeczy. Fajnie jak ktoś umie, ale poza tym, to dość frustrujące. Osobiście mnie to nie pociąga. W takich trickach już nie chodzi o zabawę, ale o to żeby być technicznym.

B: Jak sobie dajesz radę z hordami dzieciaków które chcą od ciebie autografy i inne rzeczy?

R: Jak jestem w dobrym nastroju to to jest fajne. Ale jak nie mam nastroju, to wolę być sam. Czasami jest ciężko, wiesz, jak jesteś głodny a wszyscy oczekują że będziesz rozdawał autografy, haha. Musisz stanąć i coś podpisać dlatego że jeździsz na desce. Nie jeżdżę dla sławy, tylko dlatego że lubię deskorolkę.

B: Co jest najlepsze w deskorolce?

R: Wydaje mi się że wolność. Na przykład, popatrz co osiągnąłem, tylko dlatego że jeżdżę, to fantastyczne.

B: Ostatnie słowa?

R: Dziękuję za wszystko.

B: Ja dziękuję Tobie.

Miałem okazję spędzić całe popołudnie wioząc Ricka w korkach do pralni, jak był na tourze. Bo chciał sobie zrobić pranie przed demem. Poczekaliśmy na pranie i wróciliśmy na skatepark.

Był to ten sam rok, w którym Transworld Skateboarding nadał Rickowi tytuł „Best Street Skater”. 2001. Dzisiaj mamy 2014. A w 2024 ta rozmowa nadal będzie tak samo aktualna.

Deskorolka jest szczera

Bo zawsze, ale to zawsze, pokazuje rzeczywistość. Czasami może nam się wydawać, że umiemy jakiś trick. A jak go chcemy zrobić, to czasami się okazuje, że dostajemy deską mocno w piszczel, albo spadamy na primo. Deskorolka weryfikuje rzeczywistość.

Tak samo jest z zawodami deskorolkowymi. Na nich też jest weryfikacja rzeczywistości. W różny sposób, nie tylko czy ktoś umie wylądować jakiś trick, czy nie. Po zawodach też widać, którym skaterom naprawdę się chce, a którym nie. Widać, komu zależy na deskorolce, a komu nie.

II Czesko-Polski Mecz Deskorolkowy w Szczytnej był właśnie takimi zawodami. Imprezą, na którą przyjechała – jak to jedna osoba powiedziała – “Polska A”. Skaterzy, którzy przyjechali, jeździli tak mocno, że chyba sami byli w szoku. Myślę, że w deskorolce właśnie o to chodzi, żeby żyć w prawdziwym świecie. W tym, w którym deskorolka weryfikuje co prawdziwe, a co nie.

Duży szacunek dla wszystkich, którzy przyjechali do Szczytnej. You know who you are.

 

 

Grubo ponad 150 osób na Dniu Deskorolki w Lublinie

W przeciwieństwie do zeszłego roku, tegoroczny Go Skateboarding Day w Lublinie odbył się bez jakichkolwiek spin z ochroną czy policją. W tym roku policja zachowywała się dokładnie tak, jak powinna – czyli profesjonalnie. Widziała duże zbiorowisko ludzi, obserwowała, ale nie przeszkadzała. Dopiero jak jakaś osoba – której zależy na tym, aby młodzi ludzie wyjeżdżali z Polski – robiła zgłoszenie, to policja interweniowała. I robiła to zupełnie normalnie, bez tęgich min, bez kozaczenia czy grożenia. Policjanci się zbliżali, po czym spokojnie i grzecznie, acz stanowczo informowali, że ktoś zrobił zgłoszenie (innymi słowami – doniósł na nas) i że musimy opuścić to miejsce. Wtedy oczywiście nie było dyskusji, więc jechaliśmy sobie gdzieś indziej.

policja obserwuje

Dzięki temu, mieliśmy na paru spotach ponad pół godziny żeby spokojnie pojeździć. A na większości miejscówek policja w ogóle nie interweniowała, bo nie było zgłoszenia. Czyli normalnie – profesjonalnie.

kolejny spot - 7 schodow

Na powyższym spocie po kilkunastu minutach wyszedł pan, który organizował w budynku międzynarodową konferencję naukową i powiedział nam, że słabo słychać prelegenta w środku. Poprosiliśmy o parę minut, zrobiło się z tego paręnaście. Pan się mocno niecierpliwił, ale na koniec ukłoniliśmy się sobie i mu wszyscy bardzo podziękowali.

Głosiag challenge-chaos, zajawa

Głosiak Challenge – to kiedyś będzie zupełnie nowy nurt w skateboardingu. Nie pamiętam, kto dzisiaj wpadł na pomysł zjeżdżania z wysokiej skarpy prosto na stare asfaltowo-żwirowe boisko pełne szkła. Ale jak widać, wszyscy się świetnie bawili.

Głosiak challenge i trochę uśmiechniętej krwi

Pełen spontan i nie pękanie jak coś boli. Szacuneczek.

2013 - ponad 150 osob

Nie wiem, czy w tym roku mieliśmy więcej szczęścia niż w zeszłym – w co wątpię, bo było nas więcej i byliśmy na większej liczbie miejscówek. Może po prostu ludzie w Lublinie zaczynają powoli rozumieć, że deskorolka jest stałym elementem kultury miasta. Jak jechaliśmy ulicami przez całe centrum miasta, to kierowcy byli wyrozumiali, wiele osób się uśmiechało, albo nam machało. Pełen chill i jedna wielka zajawa.

Go Skateboarding Day Lublin 2013

W Dzień Deskorolki w Lublinie robi się to, co powinno się robić w Dzień Deskorolki: idzie się na cały dzień na deskę. Dlatego nie zaczynamy w godzinach “po szkole” czy “po pracy”, tylko o 13:00.

Go Skate Day Lublin 2013

W zeszłym roku padł kolejny rekord frekwencji. Can’t wait.

Sezony w deskorolce…

… to najgłupszy wymysł. Typowo sportowe podejście. Dlatego w tę sobotę kończymy tegoroczny sezon deskorolkowy.

zakończeniesezonu

Zawody i cała masa im towarzyszących Best Tricków na skateparku w Świdniku, później jazda i gambling za gotówę na 1st Floor, a na koniec Noc Kultury w Lublinie. Bardzo dużo deskorolki, później jeszcze więcej, a na koniec imprezka na lubelskim Starym Mieście. Ten weekend jest tym z serii “must go”.

Inna perspektywa na deskorolkę

Jakby trzeba było określić Lovenskate jednym słowem, to brzmiałoby ono: “nieprzeciętne”. Ich ostatni pomysł znów podchodzi do deskorolki z zupełnie innej perspektywy:

mostpreferred_bags_box_webmostpreferred_contents_box_web

Lovenskate jest z Wielkiej Brytanii, tam się często pije herbatę, więc skojarzenie wydaje się oczywiste. Ale tylko oni na takie coś mogli wpaść i zrealizować taki pomysł. Drink tea, get rad!

69-letni profesor na deskorolce

Kiedyś mówiono, że jak ktoś ma “już” 30 lat i “nadal” jeździ na deskorolce, to jest to niesamowite. Tak było kiedyś.

A tu koleś ma 69 lat, jeździ do pracy na desce i wykłada na Uniwersytecie Nebraski:

Zaczął jeździć jak był młody, bo miał około 56 lat.

Tutaj jest cały fajnie poszerzający wywiad z profesorem Tomem Winterem. No i parafraza cytatu Charltona Hestona na końcu wywiadu jest po prostu mistrzowska, zwłaszcza w świetle ostatnich zmian w USA.

MACBA w Lublinie?

Klamka zapadła. W zeszły piątek w Lublinie oficjalnie przedstawiono ostateczną koncepcję placu przed Centrum Spotkania Kultur (CSK):

CSK 1

CSK ma być największym centrum kultury we wschodniej Polsce, z różnymi salami do koncertów, przedstawień, konferencji, seminariów, galerią sztuki, medialabem i całym mnóstwem pomieszczeń dostępnych dla różnych grup i stowarzyszeń. Przed budynkiem ma się znajdować plac, który ze względu na swoje centralne położenie, będzie dość istotnym miejscem w przestrzeni miejskiej Lublina.

Jak wiadomo, skateboarding jest stałym elementem rozwiniętej przestrzeni miejskiej. Stąd w rozwiniętych miastach na świecie widzimy deskorolkę na ulicy. Tak jest w Berlinie, Barcelonie, czy San Francisco. Natomiast w nierozwiniętych miastach brakuje deskorolki na ulicach. Tak jest np. w Damaturu w Nigerii lub w Neryungri w Rosyjskiej Jakucji. Pomimo tego, że Polska nie jest aż tak biedna jak te kraje, to i tak u nas prawie zawsze podchodzi się do planowania przestrzeni miejskiej w sposób dający podobne rezultaty. Jak nie kałuże w krzywych chodnikach, to pył i piach, a w najlepszym razie duuuużo kostki brukowej. Tak jakby innej możliwości nie było. A przecież są inne możliwości, wystarczy choćby popatrzeć na Warszawę Śródmieście (Polska), gdzie wiceprezydent po prostu zakazał stosowania kostki brukowej na ciągach pieszych.

Po raz pierwszy dowiedziałem się o planowanej budowie CSK w Lublinie parę lat temu. Wtedy z jednej strony oczywiste było, że jak w centralnej części miasta ma powstać nowoczesne centrum kultury i sztuki, to otoczenie tego budynku po prostu nie może być ani ze żwiru i uklepanego błota, ani ze “swojskiej” kostki brukowej. Z drugiej strony widziałem kolejne ulice Lublina i innych miast brukowane kostką brukową. Obawiałem się, że los placu przed CSK może jednak pojść w “swojskim” kierunku, przez co kolejna centralnie położona przestrzeń miejska będzie tandetnym i nierównym placem – a po opadach deszczu – pełnym kałuż.

CSK rzut

Pomyślałem wtedy, że gdyby jednak udało się zrobić tak, aby plac przed CSK faktycznie był normalny (czyt. “równy”), to byłoby to idealne miejsce – położone w otoczeniu miejskiej architektury, nadawałoby się nie tylko do spotkań i spędzania czasu, ale także do jazdy na desce. W dodatku, byłoby to pierwsze takie miejsce w Polsce otwarte na skateboarding. Celowo piszę “otwarte”, ponieważ wbrew informacjom w niektórych gazetach, na placu przed CSK nie będzie skateparku, nie będzie tam też żadnych elementów skateparku – to miejsce nie jest projektowane pod deskorolkę. Ten plac jest projektowany tak, aby jego mała architektura stwarzała możliwości również dla deskorolki – czyli żeby był otwarty na skateboarding. A czy deskorolka tam się pojawi czy nie – to już od niej samej zależy. Po pierwsze, nie można nakazywać deskorolce niczego, bo to jest sprzeczne z jej tożsamością. Po drugie, dzięki takiemu podejściu ten plac będzie fajniejszy do jazdy niż przeciętny skatepark – właśnie dlatego, że skateboarding nie jest jego ścisłym przeznaczeniem. To miejsce, zamiast być “przeznaczone”, będzie “otwarte” na skateboarding. Zupełnie tak, jak wygląda plac przed np. Macbą – z tą pozytywną różnicą, że w Lublinie nie ma takich rzesz złodzei jak w Barcelonie.

A więc marzenie. A marzenia należy realizować. Skontaktowałem się wtedy z pracownią architektoniczną Stelmach i Partnerzy, która wygrała konkurs architektowniczny na wstępną koncepcję całego obiektu. Akurat tak się składa, że nie jest to przeciętna pracownia zobojętniałych architektów, lecz jest to zespół ludzi otwartych na nowe informacje, przykłady i zastosowania w innych miejscach na świecie. Przedstawiłem im pomysł i różne materiały, and the rest is history.

W zeszłym roku był jeden słaby moment, kiedy firma, która wygrała przetarg na budowę chciała wykonać plac przed CSK z kostki brukowej – a jakże inaczej. Ale na całe szczęście w Lublinie jest sporo osób, które rozumieją co to jest jakość, estetyka i przede wszystkim normalna nawierzchnia (m.in. Stelmach i Partnerzy, Rada Kultury Przestrzeni), dzięki którym władze miasta podjęły ostateczną decyzję o wykonaniu nawierzchni placu z innych materiałów, niż się stosuje w nieszczęsnym Damaturu i Neryungri.

W chwili obecnej trwa już budowa CSK, zakończenie prac jest planowane na czerwiec 2015. Mam wielką nadzieję, że wszystko będzie szło zgodnie z planami, ponieważ idea placu jest kompletnym przełomem w myśleniu o przestrzeni miejskiej w kontekście jej relacji ze skateboardingiem.

Wierzę też, że przyszłe funkcjonowanie placu przed CSK będzie inspiracją i przykładem dla architektów i urbanistów z innych miast Polski, dzięki czemu będą pojawiać się następne – jeszcze lepsze i ładniejsze – spoty, na których będzie można swobodnie jeździć.